Rz: Jak ocenia pan wizytę Benedykta XVI w Paryżu i Lourdes? Papież dotarł do serc Francuzów?

Alain Besancon: Wizyta papieża okazała się – wbrew oczekiwaniom – sukcesem. Francuski rząd zmobilizował wszystkie siły, by należycie przyjąć Ojca Świętego. Nigdy wcześniej w najnowszej historii Francji nie dołożono tylu starań przy wizycie głowy Kościoła katolickiego. W konsekwencji wizyta Benedykta XVI stała się manifestacją wiary i przynależności do Kościoła, czymś w rodzaju „gay pride” dla katolików. Symbolem braku kompleksów.

Czy katolicyzm może się odrodzić we Francji?

Obawiam się, że euforia, do której doszło, nie potrwa długo. Raczej nie wystarczy jej, by skłonić do masowego powrotu na łono Kościoła społeczeństwo zakorzenione w ateizmie i laicyzmie.

Benedykt XVI pochwalił koncepcję „laicyzmu pozytywnego” prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego.

Laickość pozytywna oznacza, że państwo przestanie negować istnienie religii. Nic więcej. Sarkozy nie podważy zasady laickości, a bez tego nie może być mowy o propagowaniu wiary. Antyklerykalizm jest wciąż rozpowszechniony. Lewica oraz centryści zbojkotowali wizytę papieża. Jedyny, który uczestniczył w spotkaniach z Benedyktem XVI, to mer Paryża socjalista Bertrand Delanoe – bo musiał, mimo iż jest lewakiem i gejem. Tacy jak on będą się przeciwstawiać laickości pozytywnej Sarkozy’ego oraz uznaniu chrześcijańskich korzeni kraju. A podobnie myśli co najmniej połowa społeczeństwa.