Reklama

Waldemar Łysiak o dekomunizacji polskich ulic

Już dwie dekady trwa batalia o dekomunizację ulic i placów. Toczy się zmiennie, raz wygrywają „białogwardziści", a raz „krasnoarmiejcy"
Waldemar Łysiak

Waldemar Łysiak

Foto: Uważam Rze, Jerzy Gumowski

W tej ruletce los jest chyba ciut łaskawszy dla bolszewickich patronów ulic — więcej razy obroniła się czerwona ich mać, gdyż komuna broni swych gierojów równie silnie co hipostazy zwanej socjalizmem z ludzką twarzą. Ciekawą batalię stoczyli ze sobą przeciwnicy i zwolennicy warszawskiej ulicy Juliusza Fuczika. Pierwsi chcieli usunąć czeskiego komunistę, agenta NKWD, z tablic i dokumentów, proponowali tedy zamianę na: ulica Sopocka. Drudzy bronili starej nazwy, wiedząc, z?e jest cuchnąca, lecz martwili się właśnie koniecznością przerabiania wszelakich dokumentów. Kilkuletnia szarpanina zakończyła się kompromisem: starą nazwę zostawiono, bo wyniuchano, że Fuczik miał krewnego grajka o tym samym nazwisku tudzież imieniu, więc ulica Juliusza Fuczika komucha stała się ulicą Juliusza Fuczika kompozytora. Ten wprost encyklopedycznie „zgniły kompromis" jest hańbą — jest traktowaniem patriotów jako idiotów. Nikt na świecie bowiem (a Fuczika zna cały świat) nie kojarzy „tego" Juliusza Fuczika z muzyką! Zrobiono dokładnie to, co Jan Sztaudynger ujął przed laty fraszką „Polskie porządki":

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama