W czasie debaty minister zapewniał, że bezpieczeństwo jest jednym z priorytetów zarówno jego resortu, jak i całego rządu. Tłumaczył też, dlaczego budowy i modernizacje przebiegają tak powoli:
Wiele obecnych opóźnień w realizacji inwestycji kolejowych spowodowanych jest m.in. długotrwałym procesem uzyskiwania pozwoleń środowiskowych, trudnościami z zapisami o zamówieniach publicznych czy brakiem mobilizacji ze strony wykonawców. Obiektywną przyczyną opóźnień były ulewne deszcze jesienią 2010 r. i wiosną 2011 r., które rozmywały nasypy i utrudniały dostęp do placu budowy, czy liczne stanowiska archeologiczne na trasie budowanych dróg.
Uwaga o deszczu jako „obiektywnej przeszkodzie” nie spotkała się jednak z wyrozumiałością opozycji.
Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota ironizował:
Poznaliśmy przyczyny infrastrukturalnej katastrofy: to leniwi robotnicy, za mało pracują szczególnie między 6 a 22. No i deszcz. Deszcz bezczelnie pada, obficie, zbyt obficie i dlatego uniemożliwia dokończenie inwestycji. Deszcz padał, pada i będzie padać – a drogi trzeba budować.
Witold Klepacz z SLD dodał:
Dziś program budowy dróg i autostrad w Polsce pod rządami PO możemy podzielić na drogi, które nie powstaną na Euro 2012, na te, które w ogóle nie powstaną, i te, które powstały z pęknięciami. Widać gołym okiem, że przez najbliższe lata będzie zwijanie, a nie rozwijanie dróg.
Trudno się z tymi wypowiedziami nie zgodzić. Ale z drugiej strony – powinniśmy wstrzymać się od „kwękolenia” i cieszyć z nadciągających sukcesów rządu: przecież autostrady – opóźnione, dziurawe, przeznaczone do zwijania lub rozwijania - w końcu powstaną! A przecież mogłoby ich wcale nie być.