Jak twierdzi były prowadzący „Poranny W-F”, zdjęcie z anteny programu prowadzonego przez niego i Kubę Wojewódzkiego to nie tylko kara za konkretne przewinienie.
W ten sposób usankcjonowano poczucie humoru i wstawiono absurd w żelazny nawias: "z określonych zjawisk i osób możecie Państwo szydzić, a z innych nie, bo spotka Was to samo, co tych Panów z radia".
Nagle ktoś uznał, że dopóki ironizowaliśmy na temat PiS-u, Jarosława Kaczyńskiego, gejów, ojca Rydzyka, Baracka Obamy czy nawet Jezusa, to nic się nie stało, ale temat Euro i ukraińskich kobiet już nie podlega sarkastycznym uwagom. Nie ma tu miejsca na określenie konwencji. To jest dopiero absurdalne i niebezpieczne.
Figurski najwyraźniej nie widzi różnicy między "żartami" o gwałcie, a innymi pseudodowcipnymi wypowiedziami. I dodaje:
Dziwi mnie stanowisko stacji, bo do tej pory deklarowała pomoc w wyjaśnieniu całej sytuacji i dziarsko manifestowała solidarność w obronie konwencji audycji, którą promuje i za którą płaci.
Ich lojalność skończyła się wtedy, gdy pojawiła się groźba strat finansowych. Z punktu widzenia przedsiębiorstwa, które zarabia pieniądze, to zrozumiała decyzja, ale też odsłania, jak niewiarygodny jest wizerunek stacji niezależnej, lansującej niekonwencjonalną satyrę i promującej wolność słowa. Nie zauważyłem takiego braku lojalności wobec swoich pracowników w innych mediach.