Łukasz Warzecha w serwisie fakt.pl pisze:
To pierwsza taka sytuacja: niemiecki Jugendamt – złowrogi urząd ds. dzieci, cieszący się ogromną autonomią i wielkimi kompetencjami – żąda od Polski wydania dwójki dzieci, które polscy rodzice wywieźli z Niemiec do kraju. Chłopcy urodzili się w Niemczech kilka lat temu. Jugendamt zaczął zajmować się nimi niedługo potem, pomagając w formalnościach – zresztą na prośbę rodziców, którzy nie mieli pojęcia, w co się pakują. Finał był tragiczny: niemiecki urzędnik zdecydował o zabraniu chłopców od rodziców pod bzdurnym pretekstem – co nie jest niczym nadzwyczajnym. Takie praktyki Jugendamtu wobec Polaków są niestety częste.
Rodzice podstępem odebrali dzieci z niemieckiej rodziny zastępczej i wrócili do Polski.
Jednak na tym wcale nie koniec:
Jugendamt nie odpuścił. W następstwie jego interwencji polski sąd już w maju umieścił rodzeństwo w ośrodku opiekuńczym w oczekiwaniu na rozprawę.
Zdaniem publicysty:
Jeżeli polski sąd zdecyduje o wydaniu polskich dzieci niemieckiemu urzędowi i o zabraniu ich kochającym rodzicom, będzie to skandal. Można bowiem znaleźć podstawy prawne dla każdej decyzji w takiej kwestii. Dlatego – jakkolwiek porażająco dla niektórych może to zabrzmieć – polski sąd ma obowiązek stanąć w tej sprawie po stronie polskich obywateli.
Łukasz Warzecha zwraca uwagę, że obok władzy sądowniczej, swoją rolę ma tu także do odegrania rząd.
Charakterystyczne jest także, że szef polskiego MSZ, który tak odważnie stawia się w sprawie braku polskiej stacji tv w niemieckim hotelu, w sprawie praktyk Jugendamtów konsekwentnie milczy. Kablówka jest widać ważniejsza.