Monika Olejnik na łamach wyborcza.pl pisze:

Prezes PiS w roli reżysera

Jarosław Kaczyński budzi Polaków. Co prawda przy pomocy ojca dyrektora i szefa "Solidarności", ale udało się. Takiego marszu Warszawa nie widziała. Była debata gospodarcza, za chwilę będzie debata zdrowotna, a premier śpi.

I zaraz dodaje:

Tuż pod jego drzwiami jest kandydat na premiera, brat reżysera Roberta Glińskiego, znanego z filmu "Cześć, Tereska" – Piotr Gliński  (…) O profesorze wszyscy wypowiadają się z szacunkiem - opozycja, świat naukowy, tylko dziwią się po co mu to.

Jak mówi Jarosław Kaczyński, nie ze wszystkim musimy się z prof. Glińskim zgadzać, bo jakby tak było, to ja bym był premierem, a nie on. Dobrze, że prezes PiS nabrał dystansu do siebie (…)

Jakby tego było mało, Monika Olejnik konfrontuje byłego (przyszłego?) premiera z obecnym:

Donald Tusk ma trudny moment, choć rok temu wygrał wybory, teraz wygląda na faceta, który jest przy końcu drugiej kadencji. Ledwo sapie, ledwo zipie, może obudzi Polaków swoim exposé. Oby nie było tak długie jak jego pierwsze, bo lepiej mieć mniej pomysłów, a je zrealizować, niż mówić przez cztery godziny i potem niewiele z tego zrobić.

I pointuje:

Reżyserem sceny politycznej jest Jarosław Kaczyński, choć talentów pewnie zazdrości mu Robert Gliński.

Nie no, ludzie, sześć razy stronę przeładowałem, bo nie wierzyłem w to, co czytam. Żadnego „Tusku musisz”? Co się dzieje?

Wajcha?

Nawet jeśli, to niczym kapłan Laokoon do współobywateli Trojan radzimy „strzec się Achajów, nawet gdy przynoszą dary”.