Sławomir Jastrzębowski, naczelny „Super Expressu”, na jego łamach pisze dziś list otwarty do słynnego doktora G. Zapowiada w nim, że jego dziennikarze będą o 9 w mokotowskim sądzie, gdy rozpocznie się proces lekarza.

Pamiętamy bowiem, jak musieliśmy Pana przepraszać, bo tak kazał nam sąd. Bo przecież Pan był niewinny O, nie my jedni musieliśmy Pana przepraszać. Taki na przykład Ziobro na konferencji prasowej 14 lutego 2007 roku powiedział: "Już nikt nigdy przez tego Pana życia pozbawiony nie będzie" i ruszyła machina sądownicza przeciw niemu. Na przeprosiny w telewizjach musiał chłop wydać majątek.

Tymczasem dziś:

Praktycznie prokurator w akcie oskarżenia przeciw Panu mówi prawie to samo co ukarany przez sąd i wyszydzony przez niektóre media Ziobro.

I rozważa:

Proces może się skończyć korzystnie dla Pana (wtedy będzie Pan Garlickim) albo niekorzystnie (i wtedy będzie Pan doktorem G.). A jeśli – oczywiście czysto teoretycznie – proces skończyłby się nie po Pana myśli, to co? Przeprosi Pan wtedy „Super Express” i Ziobrę?

Po czym pointuje:

Moim zdaniem, Panie doktorze, problem nie polega na tym, że Pan latał na skargę do polskich sądów, bo do tego ma Pan prawo, problem – moim zdaniem – polega na tym, że sądy cywilne powinny się wstrzymać z orzeczeniami w Pana sprawie, zanim nie zapadnie wyrok w procesie karnym.