Seweryn Blumsztajn w komentarzu zamieszczonym na portalu „Gazety Wyborczej”:
Do Jarosława Kaczyńskiego mam stosunek jak ofiara do żmii – paraliżuje mnie już rzadziej, ale nie mogę od niego oderwać wzroku.
I zaraz tłumaczy:
Niestety, zbyt często wypowiada się publicznie, by mógł się nie powtarzać, ale jego wielkość polega na tym, że zawsze jednak czymś nas zaskoczy.
Blumsztajn by nie być gołosłownym przywołuje najnowszy wywiad prezesa Prawa i Sprawiedliwości dla „Gazety Polskiej” – o którym pisaliśmy już w „W Sieci Opinii” – by wyciągać zeń wątek polskiej polityki zagranicznej. Ale nie tylko:
Lubię też gdy Jarosław Kaczyński porusza personalne wątki – taki ludzki jest wtedy. Na przykład kiedy analizuje wejście na scenę polityczną prof. Glińskiego, podkreśla jego męskie zalety. Są to zalety, których brakuje szefowi rządu – mówi Kaczyński. – Trudno nie zauważyć wzrostu poparcia dla PiS wśród kobiet – podsumowuje.
I pointuje:
Jeśli jakaś informacja może naprawdę wstrząsnąć platformianym obozem, to ta właśnie. Nie chodzi przecież tylko o kobiece głosy ale o męską dumę.
Czyżby sugerował autor, że Donald Tusk jest urażony coraz bardziej letnimi relacjami z kobietami i z… zaprzyjaźnionymi mediami?
I choć oczywiście komentarz Blumsztajna zatytułowany jest nazwiskiem opatrzonym dwoma pejoratywami – „Cwana ucieczka Kaczyńskiego na południe” – to jednak czytając Blumsztajna słyszymy raczej frazę Kazimierza Przerwy-Tetmajera z jego „Lubię, kiedy kobieta…”
Cóż, miłość przez nienawiść jest ogromna. Nie pozwala oderwać wzroku. Myśleć o czymkolwiek innym. Niektórym, nawet, trzeźwość myślenia. Hipnotyzuje.
Tylko co się z Wami – kochani redaktorzy z Czerskiej – stanie, gdyby tak, powiedzmy, Kaczyński przeszedł na emeryturę?
Zmienicie repertuar? Tak. Już to widzimy oczyma duszy. Konferansjer: „Szanowni państwo! A teraz Seweryn Blumsztajn w kultowej pieśni Jonasza Kofty ze specjalną dedykacją dla wielkiego mistrza w Sulejówku, to jest na Żoliborzu”:
Nie, nie możesz teraz odejść
Bierzesz mi ostatnią wodę
Żar pustyni pali mnie
Bezlitosna płowa pustka
Mam spękane suche usta
Pocałunek mój to krew
Nie, nie możesz teraz odejść
Kiedy cała jestem głodem
Twoich oczu, dłoni twych
Mów, powiedz, że zostaniesz jeszcze
Nim odbierzesz mi powietrze
Zanim wejdę w wielkie nic
Nie, nie możesz teraz odejść
Jestem rozpalonym lodem
Zrobię wszystko, tylko bądź
Bądź, zostań jeszcze chwilę, moment
Płonę, płonę, płonę, płonę...
Zimnym ogniem czarnych słońc