Marek Migalski: Rząd bez Lewicy, ale z Mentzenem?

Żadne z opozycyjnych ugrupowań nie pali się do podpisania paktu z Czarzastym.

Publikacja: 02.08.2023 03:00

Włodzimierz Czarzasty

Włodzimierz Czarzasty

Foto: Michał Kolanko

Mało kto zwrócił uwagę na to, że od kilku tygodni Lewica bez skutku nawołuje do podpisania przez wszystkie demokratyczne partie opozycyjne paktu sejmowego, czyli zobowiązania do tego, że bez względu na wynik po wyborach stworzą one wspólny rząd. Rzeczywiście, musi dziwić ten brak zgody na oczywisty – zdawało by się – apel. Przecież taki scenariusz jest naturalny dla każdego, prawda?

Niekoniecznie. Może się bowiem zdarzyć, że nowy gabinet zostanie utworzony przez KO, PSL i PL2050 bez udziału partii Włodzimierza Czarzastego, Roberta Biedronia i Adriana Zandberga. Za to przy parlamentarnym wsparciu Konfederacji. Brzmi kuriozalnie?

Czytaj więcej

Sondaż IBRiS: To Konfederacja zdecyduje o większości w Sejmie

Jeśli wybory zakończą się wynikiem, który nie da dzisiejszej demokratycznej opozycji większości w sejmie, a Konfederacja będzie miała bardzo liczny klub parlamentarny, to właśnie takie rozwiązanie może się okazać najlepsze dla Donalda Tuska, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Szymona Hołowni oraz… Sławomira Mentzena. I to dlatego ta pierwsza trójka wcale nie pali się do podpisywania paktu zobowiązującego ich do współrządzenia z Lewicą.

Poparcie mniejszościowego – przejściowego de facto – gabinetu KO/PSL/PL2050 może być dla lidera Konfederacji lepsze niż poparcie także mniejszościowego rządu PiS (a tym bardziej niż wchodzenie do takiego gabinetu jako pełnoprawny koalicjant). Po pierwsze dlatego, że może być wówczas pewien, iż służby specjalne Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika nie wezmą go sobie na cel, jego partia będzie mogła działać bez przeszkód, a on sam nie skończy jak Andrzej Lepper. Po drugie, bo współrządzenia z ugrupowaniem Kaczyńskiego nie życzy sobie większość wyborców Konfederacji, co pokazał sondaż opublikowany w „Rzeczpospolitej”.

Jeśli zatem nie opłaca mu się trzecia kadencja Zjednoczonej Prawicy, to powinien grać albo na przedterminowe wybory zaraz po tzw. trzecim kroku tworzenia rządu, albo dać sobie trochę czasu i na okres kilku lub kilkunastu miesięcy umożliwić działania nowej władzy, złożonej z polityków dotychczasowej opozycji.

Zyska dzięki temu kilka ważnych dla siebie efektów. Po pierwsze, wyczyści organy państwa z pisowców, którzy dziś działają na rzecz swej macierzystej partii i obniżają tym samym wyniki Konfederacji. Czystki w TVP i innych mediach rządowych, w spółkach Skarbu Państwa, w prokuraturze itp. pozwolą Mentzenowi stoczyć następny bój wyborczy w lepszych dla siebie warunkach. Po drugie, będzie miał czas także na czystki… we własnej partii. Nie jest tajemnicą, że część znaczących polityków jego obozu działa mu na nerwy i psuje plany na przyszłość. Tych kilkanaście miesięcy byłoby idealnym okresem na podporządkowanie sobie wszystkich struktur. Po trzecie wreszcie, umożliwienie działania mniejszościowego gabinetu obecnej opozycji nie odbyłoby się bez wystawienia za to wysokiej ceny, więc do następnej elekcji Mentzen mógłby startować z pozycji marszałka Sejmu, dowodzącego setkami działaczy usadzonych w ważnych i przynoszących zyski stanowiskach państwowych i biznesowych.

Słowem – w interesie lidera Konfederacji jest gra na czas i rozegranie ostatecznego starcia politycznego w 2024, a może nawet dopiero w 2025 roku. Zwłaszcza że do tego czasu byłby o wiele ważniejszym graczem politycznym, niż jest obecnie. Taka „kohabitacja sejmowa” z nowym rządem spychałaby na dalszy plan PiS, bowiem realna polityka toczyłaby się właśnie między nim a nowym premierem i partiami go popierającymi. Zgodnie zaś z aforyzmem, który wymyśliłem przed laty, w polityce gdzie dwóch się bije, tam trzeci traci. Trudna współpraca między nowym gabinetem a warunkowo popierającą go w parlamencie Konfederacją zabierałaby tlen Kaczyńskiemu i czyniła go statystą wobec tej nowej rozgrywki. Scena partyjna uległaby rewolucyjnej rekonfiguracji – korzystnej dla Mentzena i kto wie, czy nie śmiertelnej dla PiS.

Czytaj więcej

Marek Migalski: Czy opozycja liczy, że po wyborach będą wybory?

A co miałaby z tego dzisiejsza opozycja? Wszystko, co daje sprawowanie władzy. Tusk, Kosiniak-Kamysz i Hołownia mogliby prowadzić „depisyzację” państwa na wszystkim poziomach i także przygotowywać się do nowej elekcji parlamentarnej (traktując tę najbliższą jedynie jako „prewybory”, o czym pisałem tu dwa tygodnie temu). Robiliby to wszystko, co Mentzen, tylko że bardziej i mocniej. Także na pohybel PiS. I też przygotowywaliby się na nowe starcie.

Jak widać, układ jest symbiotyczny, win–win. Z małym wyjątkiem Lewicy. Ona przeszkadzałaby w tej umowie, bowiem trudno byłoby Mentzenowi wyjaśnić swojemu elektoratowi, że wspiera mniejszościowy rząd, w którym są znienawidzeni w „prawym sektorze”, przepraszam za wyrażenie, lewacy. I właśnie dlatego partie Czarzastego i Biedronia oraz Zandberga będą musiały być wyrzucone z tej umowy. Czując to, dziś proponują pakt sejmowy, od którego zacząłem – o zobowiązaniu się wszystkich ugrupowań demokratycznej opozycji do wspólnego rządzenia po wyborach. Proponują bezskutecznie – jak wiadomo. Teraz nawet – mam nadzieję – wiadomo, z jakiego powodu.

Autor jest politologiem, prof. UŚ

Mało kto zwrócił uwagę na to, że od kilku tygodni Lewica bez skutku nawołuje do podpisania przez wszystkie demokratyczne partie opozycyjne paktu sejmowego, czyli zobowiązania do tego, że bez względu na wynik po wyborach stworzą one wspólny rząd. Rzeczywiście, musi dziwić ten brak zgody na oczywisty – zdawało by się – apel. Przecież taki scenariusz jest naturalny dla każdego, prawda?

Niekoniecznie. Może się bowiem zdarzyć, że nowy gabinet zostanie utworzony przez KO, PSL i PL2050 bez udziału partii Włodzimierza Czarzastego, Roberta Biedronia i Adriana Zandberga. Za to przy parlamentarnym wsparciu Konfederacji. Brzmi kuriozalnie?

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Jerzy Haszczyński: Prezydent Litwy chce być jak Jarosław Kaczyński
Publicystyka
Tajwan ma nowego prezydenta. Jak wygląda sytuacja polityczna na wyspie?
Publicystyka
Jacek Nizinkiewicz: Przemysław Czarnek jako homofobiczna twarz PiS szkodzi partii i dzieli społeczeństwo
Publicystyka
Rusłan Szoszyn: Tomasz Szmydt napuszczony na polską ambasadę w Mińsku. Dlaczego Aleksandr Łukaszenko to robi?
Publicystyka
Sondaż: Komisja ds. badania wpływów rosyjskich dzieli Polaków. Wyborcy PiS przeciw
Publicystyka
Jerzy Haszczyński: Polska była proizraelska, teraz głosuje w ONZ za Palestyną