Roch Zygmunt: Gra w nieistniejącą onucę

PiS i PO kreują alternatywną rzeczywistość, która każe zrównywać wroga z agentem.

Publikacja: 21.06.2023 03:00

Roch Zygmunt

Roch Zygmunt

Foto: Materiały Prasowe

Kilka dni temu pracownia IBRiS opublikowała sondaż, w którym zapytała Polaków, jaka partia – ich zdaniem – w największym stopniu sprzyja rosyjskim interesom. Wyniki badania nie dziwią nikogo, kto dostrzega i pojmuje polaryzacyjne schematy, coraz intensywniej obecne w naszym życiu publicznym. Oto bowiem zwycięzcą okazało się Prawo i Sprawiedliwość (23,2 proc.), plasujące się minimalnie wyżej od Platformy Obywatelskiej (23,1 proc.). W istocie jednak ani ugrupowanie Donalda Tuska, ani partia Jarosława Kaczyńskiego nie mają nic wspólnego z jakimkolwiek wpływem Kremla, cokolwiek obaj liderzy sądzą na temat siebie nawzajem.

Czytaj więcej

Sondaż: Która partia najbardziej sprzyja interesom Rosji?

Były szef Rady Europejskiej od jakiegoś czasu występuje w pisowskiej propagandzie jako wszechwładny wodzirej tzw. resetu w relacjach pomiędzy zachodnim światem a Rosją. I mowa tu nie tylko o słynnej już komisji pseudośledczej ds. wykrywania rosyjskiej agentury, bo na tej samej kanwie powstał wyreżyserowany przez prof. Sławomira Cenckiewicza i Michała Rachonia serial „Reset”. O jakości dzieła niech poświadczą komentarze osób udzielających do niego wypowiedzi, którzy po premierze odcięli się od antyplatformerskiego przesłania całości. Meritum sprawy, czyli rzekome konszachty byłego szefa rządu z Rosjanami, wygląda bowiem prościej, niż mogłoby się wydawać. Rzeczywista próba poprawy stosunków z władzami w Moskwie – choć godna ze wszech miar potępienia – była przecież popularna na całym Zachodzie; Tusk miał w tej sytuacji dokładnie tyle do powiedzenia, ile miałby wówczas na jego miejscu Kaczyński. Jeśli więc wzywać Tuska na „przesłuchanie”, to może wespół z Angelą Merkel i administracją Baracka Obamy?

Podobnie sprawa się ma z PiS-em. Żadna twitterowa teoria Radosława Sikorskiego nie zmaże antyrosyjskiego dorobku tej partii. Pomijając już wartościowe – szczególnie oceniwszy z czasowego dystansu – dziedzictwo prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zawsze stał po stronie ofiar rosyjskiego imperializmu, to nie da się zbagatelizować gigantycznej, wieloaspektowej pomocy, jaką polski rząd okazał ogarniętej wojną Ukrainie. Począwszy od dostaw broni, przez przyjęcie uchodźców i wsparcie humanitarne, aż po wstawiennictwo dyplomatyczne. Nawet część przeciwników rządu zgadza się, że gdy mowa o wojnie, to polskie państwo pod władzą PiS-u stanęło na wysokości zadania. Tak, państwo, bo mimo że wiele inicjatyw było oddolnych, to mówienie, że PiS chce „przywłaszczyć” sobie sukces społeczeństwa, jest populizmem. W pomoc zaangażowane były przecież i służby, i administracja.

Czytaj więcej

Tusk nie zapatrzył się w Putina jak Obama i Merkel

Polska nie ma w istocie „opcji rosyjskiej”. Nie mamy kilkutysięcznych demonstracji, na których powiewają flagi z sierpem i młotem, jak zdarza się niekiedy w krajach zachodniej Europy. Konfederacja, której nazwa pada najczęściej w kontekście kremlowskich macek, też nie jest hermetycznym monolitem. Owszem, posłowie Braun i Korwin-Mikke karmią publikę ważkimi kawałkami o „ukropolinie”, ale idę o zakład, że zdecydowana większość elektoratu tej formacji głosuje na nią mimo tych postaci, nie dla nich. To pomijalny margines.

To, co mamy, to rozkręcająca się coraz śmielej polaryzacja, która sprawia, że tzw. betony PiS-u i PO są w stanie uwierzyć, że ich przeciwnik działa na rzecz Putina, mimo że przesłanki mające o tym świadczyć są bardziej niż dęte. Sondaż IBRiS pokazuje też, że ostry konflikt Tuska i Kaczyńskiego to nie tylko internetowe przepychanki czy telewizyjne pyskówki. To realna kreacja alternatywnej rzeczywistości, która każe zrównywać wroga z obcym agentem. To pierwsze można łatwo skwitować politowaniem. A drugie?

Autor jest tegorocznym absolwentem I LO w Grudziądzu

Kilka dni temu pracownia IBRiS opublikowała sondaż, w którym zapytała Polaków, jaka partia – ich zdaniem – w największym stopniu sprzyja rosyjskim interesom. Wyniki badania nie dziwią nikogo, kto dostrzega i pojmuje polaryzacyjne schematy, coraz intensywniej obecne w naszym życiu publicznym. Oto bowiem zwycięzcą okazało się Prawo i Sprawiedliwość (23,2 proc.), plasujące się minimalnie wyżej od Platformy Obywatelskiej (23,1 proc.). W istocie jednak ani ugrupowanie Donalda Tuska, ani partia Jarosława Kaczyńskiego nie mają nic wspólnego z jakimkolwiek wpływem Kremla, cokolwiek obaj liderzy sądzą na temat siebie nawzajem.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Wyborcza dezinformacja od kuchni. Węgierscy analitycy obnażają machinę Orbána
Publicystyka
Tomasz Krzyżak: Ofiary pedofilii czekają na ruch biskupów
Publicystyka
Estera Flieger: Donald Tusk czuje gniew. Śmierć żołnierza powinna postawić granicę polaryzacji
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Publicystyka
Rusłan Szoszyn: Rosja grozi Polakom bronią atomową. Dlaczego nie Amerykanom, Brytyjczykom czy Francuzom?
Publicystyka
Jaka była istota wyborów z 4 czerwca 1989 roku?