W wywiadzie dla "SE" czytamy:

Sprawa Piesiewicza to problem złych mechanizmów funkcjonujących w państwie. Polityk nie powinien być chroniony, musi odpowiadać przed prawem tak, jak zwykły Kowalski. Zastanawia mnie, dlaczego sprawa Piesiewicza nikogo nie bulwersuje? Jak bardzo by się oburzano, gdyby to polityk opozycji wciągał biały proszek? Też byłby chroniony przez kolegów i immunitet? – pyta Napieralski. - Przy tak poważnych zarzutach nie można udawać, że nic się nie stało. Najpierw sąd, a później można z czystym sumieniem walczyć o parlamentarny mandat. Obrona wpływowych kolegów ze świata polityki i styropianowych elit to za mało.

Rykoszetem obrywają również Grzegorz Schetyna i Tomasz Lis.

Polityków PO mają osądzać wyborcy, a polityków opozycji wysyła się przed sąd? Według logiki marszałka "swoich" traktuje się inaczej. Podobnie jak Schetyna i PO postępuje wielu ludzi kultury i mediów. Rząd partaczy wraz ze styropianowymi elitami stworzyli klub wzajemnej adoracji. W jego ramach klepią się po plecach i uważają, że im wolno więcej. Krzysztof narozrabia, a Tomek go wybroni.

Trzeba zapytać red. Lisa, w jakim celu przeprowadził wywiad z senatorem? Co chciał osiągnąć? Czy podobną rozmowę, tak oczyszczającą, przeprowadziłby z każdym innym politykiem? Coś jest tu postawione na głowie. Ekipa Tuska rozkłada na łopatki każdy kolejny projekt (autostrady, kolej, finanse publiczne, służbę zdrowia) i nikt nie bije na alarm. Bohaterowie afery hazardowej mają się dobrze, ministrowie "partacze" cieszą się zaufaniem premiera. I wszyscy są zadowoleni.