Paweł Zalewski (PO):
Niestety, to problem odziedziczony po MSZ z okresu PRL, w którym współpraca z służbami była rozpowszechniona. Ta sprawa jest jednak powoli rozwiązywana. Osoby z agenturalną przeszłością już nie pełnią najwyższych funkcji ambasadorskich. Praktyka jest dziś taka, żeby w żaden sposób nie promować takich ludzi. Oczywiście jest to problem. W MSZ pojawiło się jednak bardzo wiele nowych twarzy, wykształconych już w III RP. Pozytywnie oceniam w tym kontekście połączenie Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej z MSZ, które przeprowadził minister Sikorski. Dało to ogromny zastrzyk kompetentnych młodych ludzi do dyplomacji. Jest to jednak proces, który musi potrwać. Nie wykluczam, że jeszcze kilku może się w MSZ pojawić. Sprawa Tomasza Turowskiego z placówki w Moskwie każe być w tej sprawie bardzo ostrożnym. Zakładam jednak, że takie sytuacje będą marginalne.
Adam Lipiński (PiS):
Jest to oczywisty skandal. PiS wielokrotnie zwracał uwagę na to, że MSZ trzeba przewietrzyć. Osoby, które były pracownikami bądź współpracownikami SB, a niektóre zapewne także rosyjskich służb, nie powinny nie tylko pełnić wysokich funkcji w MSZ. Nie powinny w ogóle tam pracować. To naruszenie polskiej racji stanu. Moim zdaniem kierownictwo MSZ powinno jednak takie osoby usuwać. Notabene uważam, że błędem jest też zatrudnianie na wysokich funkcjach w dyplomacji osób, które kończyły uczelnie w ZSRR. Jasne jest, że te osoby były poddane inwigilacji sowieckich służb. Mam nadzieję, że większość się oparła, ale państwa nie można budować na nadziejach. Zatrudnianie takich osób to błąd. Ale takiej polityki kadrowej broni minister Sikorski.