Andrzeja Leppera metodycznie i z premedytacją zaszczuła ekipa Kaczyńskiego i Ziobry. Wiemy, że Kaczyński, gdy tylko zrobił go premierem, jednocześnie uruchomił działania służb specjalnych i skazał Leppera na polityczne wykończenie - oceniał Tomasz Wołek w Tok Fm. - Kiedy słyszę zawodzenia Czarneckiego i innych ludzi PiS-u, mam uczucie już nie tylko absmaku, ale obrzydzenia. Ci, którzy przyłożyli rękę do czyjejś śmierci politycznej, powinni bardziej ważyć słowa, gdy dochodzi do tragedii.
To był człowiek, który wyglądał w sposób budzący dużo mniejszy szacunek, niż na to zasługiwał. Wiele razy miałem refleksję, gdy rozmawiałem z Lepperem o jego udziale w rządzie Kaczyńskich, jak trafna była jego analiza - mówił Jacek Żakowski.
Głos zabrał także Tomasz Lis:
Lepper palący opony i miotający obelgi z trybuny sejmowej nie miał wiele wspólnego z premierem Lepperem, który jechał do Brukseli, rozsądnie negocjował, głupstw nie robił.
Kolegów podsumowuje w swoim felietonie Monika Olejnik:
Zdumiewa mnie teraz, kiedy czytam komentatorów, którzy mówią o Andrzeju Lepperze jako o wybitnym polityku albo o człowieku, który miał zadatki na wybitnego polityka.
Andrzej Lepper był dumny z tego, że korzysta z socjotechniki Goebbelsa, podziwiał Goebbelsa. Pamiętne były jego słowa, że "najgorszą nacją jest nacja żydowska". W brutalny sposób łamał prawo. Ci, którzy zapomnieli, niech sobie przypomną czerwone pręgi na tyłku zarządcy, którego ludzie Leppera pobili za karę. Kiedy blokował drogi, a Kościół pozwolił sobie zaprotestować przeciwko temu, Lepper mówił do abp Gocłowskiego, żeby sobie przypomniał o szubienicach z 1794 r. na Krakowskim Przedmieściu.