Celebryci pokazują pewną filozofię działania formacji politycznych. Bliski mi jest polski muzyk Maciej Maleńczuk, myślę, że świetnie wpisałby się w moją filozofię działania –
stwierdził Stanisław Wziątek z SLD.
Zbigniew Girzyński z Prawa i Sprawiedliwości zapytany o to samo, odpowiedział:
Uwielbiam polską muzykę z przełomu lat 70. i 80., dlatego moim marzeniem, jeśli chodzi o polski rynek muzyczny, byłaby Halina Frąckowiak. Gdyby dla mnie zaśpiewała „Napisz proszę chociaż jeden list”, byłoby to dla mnie wielkie wyróżnienie
.
Adam Szejnfeld z Platformy Obywatelskiej był ostrożny jeśli chodzi o wymienianie nazwisk gwiazd, z poparcia których najbardziej by się ucieszył.
Jeśli poprze mnie ta sama pula wyborców, którzy poparli mnie w poprzednich wyborach, będę absolutnie zadowolony. Zwykli wyborcy są dla mnie tak ważni, jak Bono dla marszałka Schetyny –
dystansował się poseł Szejnfeld. Przyznał jednak, że jego partia cieszy się, gdy popierają ją znane osoby, ale zastrzegł, że ważniejsze jest poparcie osób „ważnych” w małych środowiskach lokalnych.
Sołtysi, leśnicy, ksiądz. To autentyczni reprezentanci społeczności lokalnej –
mówił.
Z kolei Stanisław Żelichowski z PSL skomentował:
Nie startujemy do filharmonii, ale do parlamentu. Celebryci mają inne zadania niż te, które przed politykami stawiają wyborcy. My na listach mamy swoich sprawdzonych ludzi.
Panowie posłowie, cóż za skromność w porównaniu z marszałkiem Schetyną. Uważamy, że dokonania naszych 460 sejmowych gwiazdy powinny być propagowane przez coraz większą liczbę celebrytów. Trzeba jednak pamiętać, że w tej konstelacji jest tylko jedno "Słońce Peru".