Modyfikacje wprowadzone przez posłów Platformy odwracają treść raportu - pojawiło się w nich stwierdzenie, że nacisków jednak nie było, ale istniała „polityczna presja”.
Czuma wstrzymał się od głosu i w rozmowie z dziennikarzami wyjaśnił:
Posłowie PO połączyli w jedną poprawki, których połowę popieram. To bardzo zręczny ruch, który pozbawił mnie możliwości głosowania „przeciwko” i „za”.
Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk w wywiadzie dla „Super Expressu” stwierdził, że PO chce skompromitować Czumę,
Te zmiany w ostatnim momencie to kompromitacja komisji. Także dlatego, że poprawka posłów PO skierowana jest przeciwko byłemu ministrowi w rządzie Tuska. Niestety, to bezczelne ustawianie raportu na potrzeby polityczne. PO chce skonstruować narzędzie, którego użyje w kampanii. Przy okazji robi wariata z posła Czumy, kompromituje go. Firmował raport nazwiskiem, a teraz koledzy go przegłosowali.
Mularczyk sugeruje, że raport Czumy się nie spodobał premierowi:
Podkreślmy, że poseł Czuma pracował w komisji cztery lata, z krótką przerwą na ministrowanie. Jego koledzy z PO znacznie krócej. Posłanka Hamajczyk jest w niej od kilku miesięcy, poseł Brejza od ponad roku. Czyja wiedza o sprawie jest bardziej rzetelna? Pani Hamajczyk odczytała z kartki jakieś tezy do raportu uzasadniające zmiany. Wszystkie ślady prowadzą do Kancelarii Premiera, któremu raport Czumy spodobać się nie mógł. Zapewne znowu „się wściekł” i mamy efekty.
Grzegorz Kołodziejczyk, radny miasta Tychy na salonie24.pl napisał:
„Nie pozwolę, żeby komisja stała się lawetą do strzelania wobec jakiejkolwiek partii politycznej, w szczególności, jeśli chodzi o PiS” - oświadczył A. Czuma, przedstawiając 4 sierpnia 2011 roku swój raport. 24 sierpnia okazało się, że z tej lawety strzela się do Czumy i to z grubego kalibru! Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której poprawki do raportu, zamiast go poprawić (jak sama nazwa wskazuje) całkowicie zmieniają jego kształt?
Kolejny bloger na salonie24.pl Zbigniew Kuźmiuk napisał:
Wczoraj konkluzje raportu zmieniono więc i przegłosowano (PO, PSL i SLD), że naciski jednak były i tylko dobrze się stało, że poseł Czuma mimo że jest z Platformy, wstrzymał się od głosu i chce w sprawie raportu złożyć głos odrębny, że jednak nacisków nie było. Tak to pięknie ponoć w wolnej i demokratycznej Polsce „bawią się” rządzący, zaprzęgając do tej zabawy ponoć niezawisłe sądy i jak najbardziej zawisłe sejmowe komisje śledcze.
W „Gazecie Wyborczej” Paweł Wroński napisał, że praca komisji poszła na marne:
Wiele wskazuje, że sprawozdanie Andrzeja Czumy jest uczciwe. Dowodzi, że trzy i pół roku pracy komisji, znanej głównie z teatralnych awantur, których motorem byli posłowie PiS, poszło na marne. I taka jest prawda. (...) Samo założenie komisji było karkołomne. Istotą śledztwa było wykazanie nacisków na funkcjonariuszy państwowych, a świadkami niedozwolonych praktyk mieli być głównie ci sami urzędnicy państwowi. Gdyby przyznali się do tego, że ulegli naciskom, zeznawaliby przeciwko sobie, bo na tego rodzaju naciski nie powinni się zgodzić.