Nasza kampania poniosła porażkę już na starcie, w skróconej kampanii zbierania podpisów. Niezarejstrowanie list spowodowało, że duża część naszych wyborców przestała nas traktować jako znaczącą propozycję, tym bardziej, że straciliśmy w tym momencie praktycznie możliwość komunikacji medialnej.
Jurek widzi porażkę liderów reprezentujących opinię chrześcijańską:
Wyniki są bardzo złe, gorsze od naszych poprzednich kampanii w okręgach sejmowych, w których wystartowaliśmy. Są jednak i szersze przyczyny. Nie sposób budować reprezentacji opinii chrześcijańskiej, jeżeli większość jej liderów nie chce mieć samodzielnej politycznej reprezentacji, jeśli przedkłada emocjonalne przeżycie wspólnotowe nad walkę o realny wpływ na sprawy kraju. Nasza porażka o przełamanie tych postaw ma większe znaczenie od przegranych wyborów.
Polityk jest przekonany o niedorzeczności obecnego prawa wyborczego:
Kampania ujawniła (a my przeprowadziliśmy tu dowód praktyczny, „demonstrację walką”) absurdalny charakter obecnego prawa wyborczego. Nasi kandydaci do Senatu zdobyli – startując na jednej dziewiątej terytorium kraju – ponad sto tysięcy głosów, co całkowicie potwierdziło szacunki naszego potencjalnego poparcia społecznego.
Twierdzi, że to właśnie ordynacja wyborcza zafałszowała obraz opinii publicznej:
Tymczasem obecna ordynacja wyborcza, z nazwy proporcjonalna, przekazując inicjatywę polityczną w ręce partyjnych central, całkowicie zafałszowuje właśnie proporcjonalny obraz opinii publicznej. Ordynacja większościowa jednomandatowych okręgów wyborczych niewątpliwie faworyzuje w reprezentacji ugrupowania silniejsze, ale dając szanse wszystkim, oddolnej inicjatywie, a więc Polsce realnej – nie zafałszowuje obrazu opinii Polaków tak jak obecna pseudoproporcjonalna ordynacja.