Dałem żonie wolną rękę, nie sugerowałem nic. Ale też do końca nie wierzyłem, że ta książka powstanie. (...) Ja wiem, że w tej książce jest tylko prawda. Żona nic nie skłamała. Natomiast wszystko też trzeba włożyć w kontekst. Problem polega na tym, jak ta książka zostanie zrozumiana.
Wałęsa o kandydowaniu na prezydenta:
W polityce nie miałem czasu na konsultacje, nawet z żoną. Gdybym postępował tak, jak sobie wielu - w tym moja żona - życzyło, to nie doprowadziłbym do zwycięstwa. Przecież to były szalone czasy. (...) Ja tego nie planowałem. Przecież nie chciałem być prezydentem. Musiałem podjąć decyzję natychmiast. Musiałem z tym kandydowaniem zrobić tak, żeby nikt się nie zorientował.
Były prezydent wspomina spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II:
On tak ładnie mówił o mojej żonie, a ja chciałem jakoś tę atmosferę rozładować i zapytałem: „Czyli mam nie wymieniać na nowszy model?”. Ojciec Święty na to: „Synu, co ty mówisz?”. A ja naprawdę chciałem rozweselić, to był kawał. Wszyscy przychodzili do niego tacy poważni. A ja zawsze na luzaka, więc zażartowałem. Ojcu Świętemu ten żart się nie spodobał. Ale że ona to opisała...
O feminizmie żony:
Ona dopiero teraz stała się feministką. Kiedyś taka nie była. (...) Jak się teraz porozumieć na przykład z PiS, z Kaczyńskim, kiedy własna żona zaskakuje. Co za czasy!
Zapytany, czy za cztery lata stanie do wyborów prezydenckich, odpowiada:
Jak będę musiał... Ale ja nie jestem taki, jak oni chcą. Nawet żona pisze, że chciałaby, żebym był inny. A ja się nie zmienię, bo ja jestem inny. (...) Nadaję się na pewne warunki, a do innych nie pasuję. Gdybym na przykład miał siedzieć osiem godzin w Sejmie, to bym oszalał. Musiałbym mieć komputer, krzyżówki... Nie znoszę takiego siedzenia i dlatego się nie pcham.
Lech Wałęsa podsumowuje wywiad słowami:
Przez tę cholerną politykę niby byliśmy jednością, a jednak żyliśmy oddzielnie. Ale nigdy nie byłem przeciw żonie, bo wiedziałem, że będziemy razem do końca.