Na stronie Ecrg.pl czytamy:

Niemiecki socjaldemokrata Martin Schulz na stanowisku Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego gwarantuje dalsze utrzymanie PE z dala od centrum decyzyjnego w Europie. 

Zatem zdaniem profesora Legutki:

Parlament Europejski - pomimo rytualnych zaklęć jego nowego Przewodniczącego o chęci wzmacniania tego organu - będzie pełnił funkcje dekoracyjne i towarzyskie. To nie tutaj podejmować się będzie decyzje i nie tutaj będzie się o nich dyskutować. PE zajmować się więc będzie „wzbudzaniem wiary w projekt europejski”, „odzyskaniem zaufania obywateli”, czy „rozbudzaniem entuzjazmu dla Europy”, czyli właściwe nie wiadomo czym, bo - zwłaszcza w czasie kryzysu - tego typu hasła nic nie znaczą. 

Jak zaznacza europoseł Schulz będzie więcej kija niż marchewki:

Do wszystkich tych, którzy się na taką rolę PE nie godzą, przede wszystkim do Posłów grupy EKR skierowana jest zapowiedź o „zapewne innym, mniej koncyliacyjnym stylu niż przewodnictwo Buzka”. To akurat brzmi szalenie konkretnie i wiarygodnie.

Oj, oj panie profesorze – wszak nowy przewodniczący zapewniał, że jego wybór to historyczne wydarzenie, które dopełnia upadek muru berlińskiego… Czyżby pan, wybitny profesor, nie dostrzegał tak głębokiego dziejowego sensu w tym, że organizacja obrad przechodzi z rąk Polka w ręce Niemca?