Wydaje mi się, że konflikt nie zawsze musi oznaczać rozpad koalicji. Są przecież małżeństwa, które latami się kłócą, a nie mogą lub nie chcą się rozwieść. Palikot nie rozwiązuje sprawy. Problem jest nie natury politycznej, a merytorycznej. Żadna odpowiedzialna partia nie poprze wydłużenia wieku emerytalnego w takiej formie, w jakiej rząd w tej chwili proponuje. (...)

Jedynym sensownym rozwiązaniem jest debata wewnątrz koalicji, a nie awantura. No chyba, że premier Tusk ma plan, by użyć narzędzia, jakim są wcześniejsze wybory do odzyskania kontroli nad PO. I ten scenariusz jest mało prawdopodobny.

Czy to nie jest ryzykowny pomysł:

Donald Tusk stracił kontrolę nad partią i bardzo ważne jest dla niego odzyskanie jej, a wybory są jedyną drogą. Wówczas premier mógłby wyznaczyć takich kandydatów z PO, którzy mu odpowiadają i wtedy uzyska taką Platformę, nad którą będzie miał władzę.

Na temat szefa PSL:

Na Waldemara Pawlaka patrzę z szacunkiem, bo z całego zamieszania wokół wydłużenia wieku emerytalnego on wychodzi jako polityk odpowiedzialny i kompetentny, choć niezbyt zręczny politycznie.

Wydaje mi się, że jego opór wobec wydłużenia wieku emerytalnego w "gołej" formie proponowanej przez rząd wynika z poczucia odpowiedzialności. PSL jest mocno zakorzeniony w lokalnych społecznościach. Dlatego mocniej stąpa po ziemi niż PO, która w dużej mierze składa się z ideologicznych grupek.

Zapytany, o to kto ponosi polityczną odpowiedzialność za brak porozumienia między koalicjantami, Żakowski odpowiada:

Jak widzę tak nieodpowiedzialne i niemądre projekty jak podniesienie wieku emerytalnego i pomysł deregulacji, robione na kolanie, bez analizy skutków, to nabieram przekonania, że odpowiedzialność spada na tego, kto jest autorem takiego projektu. W ogóle skandaliczny wydaje się fakt upubliczniania tego typu niedopracowanych propozycji. (...) Winą Tuska i Pawlaka jest to, że ministrem pracy został człowiek, który o tych sprawach nie ma zielonego pojęcia.

Donald Tusk wyraźnie „podpadł” ostatnio Jackowi Żakowskiemu.