Pamiętacie państwo "Zawróconego" Kazimierza Kutza? Ostatnio musiał go oglądać były naczelny "Newsweek Polska" – z tym, że chyba od końca.
Albowiem Wojciech Maziarski w „Gazecie Wyborczej” obwieszcza:
Jak rządowe służby kogoś zamykają i robią konferencję prasową, to ani chybi po to, by pognębić opozycję. To oczywista oczywistość.
Na prawicowych portalach rozległ się lament i jazgot. Tomasz Terlikowski wieszczył (…)
Co prawda nie znaliśmy naczelnego „Frondy” z profetycznych możliwości, ale skoro Maziarski tak pisze, to wie. Sam wieszczyć też zresztą próbuje - acz mocno post factum donosi o związku Zbigniewa Ziobry z Patrycją Kotecką. Ba, wróży im nawet dziecko, które co prawda „zdumiewającym przypadkiem” przyszło dawno na ten świat - no ale nie od razu Czerską zbudowano. Zresztą zachwyt
Maziarskiego
nad nadludzkimi wręcz możliwościami konserwatywnych publicystów nie zna granic. Taki Wildstein – niby tylko skromny autor „Uważam Rze”, a tu proszę – dla felietonisty „Gazety Wyborczej” to człowiek, który „przejrzał na wylot wrogie knowania”.
I gdy się tak redaktorowi Maziarskiemu popłynęło, gdy ujawnił swoją prawdziwą twarz, uzewnętrznił wreszcie swój głos wewnętrzny – ocknął się. Przypomniał sobie kim jest i gdzie pisze – i nagle otrzeźwiały zaserwował maziarszcznę w stanie czystym i nieskalanym żadną nową myślą czy najdrobniejszymi wątpliwościami:
Skąd w prawicowych głowach wzięła się ta szajba? Znikąd. Ona się tam zrodziła. Jest płodem PiS-owskiego rozumienia polityki. W psychologii nazywa się to projekcją i polega na przypisywaniu innym ludziom swojego sposobu myślenia. Obóz IV RP dlatego wszędzie wietrzy manipulację, podstęp i spisek, że sam z upodobaniem stosuje tę metodę. Może innej nie zna.
Ustęp ten wprowadził w nas pewien dysonans poznawczy i już nie wiemy czy Maziarski pisze o sobie, czy wręcz przeciwnie:
Prawica IV RP boi się intryg i manipulacji propagandowych, bo w jej mniemaniu są one istotą, kwintesencją polityki. Mierzy cały świat i intencje innych swoją miarką. Jest przekonana, że jej standardy i obyczaje są normą powszechną.
Zupełnie jak mieszkaniec ZSRR z dawnego kawału. Pojechał w delegację na Zachód, a gdy wrócił, koledzy go obskoczyli: - Jak tam jest, jak się tam żyje? Opowiadaj! - Nic nie pamiętam. Strasznie tam piją.
Warto było Wojciecha Maziarskiego doczytać do końca. Ile można dzięki temu zrozumieć…