Na pytanie jak dokonał niemożliwego, czyli pokonania w wyborach na szefa PSL Waldemara Pawlaka, odpowiada:
Kiedy mały, chudy Janusz, chłopiec z odstającymi uszami, dużą głową i ogromnymi stopami, pojawił się w szkole podstawowej w Nowej Iwicznej, też nie wiadomo czemu został wybrany przewodniczącym klasy (śmiech). Wszyscy, którzy przez lata obsadzali mnie w jakiejś roli, nigdy nie żałowali, że postawili na mnie. Mam nadzieję, że tym razem będzie podobnie.
Piechociński zapewnia, że będzie walczył o międzypartyjną współpracę:
Od soboty jestem zdeterminowany i apeluję do przywódców partii: pokażmy, że jesteśmy razem, a nie przeciw sobie! Mówię to w imieniu środowiska, które zachowywało się jak dotąd najłagodniej i nie ma sobie nic do zarzucenia w kwestii używania języka nienawiści, przekraczania granic. Dopóki inni liderzy traktują demokrację jako walkę z wrogami, a nie rywalizację i partnerstwo, nic się nie zmieni. Brakuje forum, na którym przywódcy powiedzieliby wspólnie: nie ma zgody na barbaryzację życia społecznego.
Szef PSL wie już jakim będzie koalicjantem:
Będę partnerem lojalnym, ale wymagającym. Dla mnie tradycyjny model uprawiania polityki polega na konsultacjach, ale jak podejmiemy wspólną decyzję, bronimy jej w parlamencie i przed opinią publiczną. Jednocześnie zależy mi na tym, by rząd i koalicja były otwarte na głosy krytyczne. Ubolewam, że w parlamencie większość spraw odbywa się na zasadzie: jeśli koalicja jest na tak, opozycja - na nie. Chodzi o wzajemny szacunek do pochylania się nad opiniami innych.
I dodaje:
Gdy dokończę procesy statutowe, spotkam się z każdym z liderów osobiście. Chciałem jednak bardzo podziękować prezesowi Kaczyńskiemu i innym liderom za deklaracje życzliwości. To ważny sygnał. Jako nowy prezes PSL będę przecinał kokony, budował pomosty do życzliwej współpracy. Koniec z chamstwem w polityce!