Piętnaście lat minęło od powołania partii pod nazwą Sojusz Lewicy Demokratycznej. I być może starczy, skoro tu i ówdzie podnoszą się nieśmiałe głosy, że ta formacja nie jest już zdolna nie tylko do wygrywania wyborów, ale nawet do przetrwania na arenie parlamentarnej.
Atut stał się balastem
Co właściwie oznaczają takie głosy? Że szyld SLD nie jest już wartością samą w sobie, a być może nawet stał się balastem. I że czas poważnie się zastanowić nad możliwością rozwiązania partii oraz powołania całkiem nowego ugrupowania lewicowego, z nowymi ludźmi, którym chce się czegoś więcej niż tylko zachowania funkcji partyjnych, i zupełnie nowym szyldem.
Pomysły wyprowadzenia sztandaru SLD i powołania nowej formacji lewicowej pojawiły się już po nieudanych wyborach w 2011 roku, gdy na scenę polityczną przebojem wdarł się Ruch Palikota, spychając SLD na piąte, ostatnie miejsce w szeregu ugrupowań parlamentarnych, a potem na dokładkę wyszarpujący mu posłów i działaczy terenowych. Wówczas jednak członkowie Sojuszu jeszcze się łudzili, że marny wynik wyborczy jest efektem przywództwa Grzegorza Napieralskiego. I że wystarczy zmienić lidera, by poparcie wróciło do poziomu 12–13 procent – też nie najwyższego, ale nieprzynoszącego wstydu, dającego trzecie miejsce w parlamencie i takiego, do którego szeregi partyjne zdążyły się już przyzwyczaić.
O pomysłach typu rozwiązanie SLD mówiły pojedyncze osoby i tylko szeptem. Dlaczego? Bo każdy, kto głosił taką konieczność, był natychmiast uważany za agenta Janusza Palikota. Gdy lider Twojego Ruchu zaczął wyciągać z Sojuszu takie poważne postaci, jak Ryszard Kalisz i Marek Siwiec, oraz uśmiechać się do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, a wszystko po to, by założyć konkurencyjną dla SLD Europę Plus, wszystkie siły i emocje działaczy tej pierwszej partii skupiły się na walce z wrogiem.
Po wyborach europejskich natomiast, kiedy wróg pokonał się sam i Sojusz nie musiał już z nikim walczyć, pojawiły się ulga i nadzieja na dobry wynik w kolejnych wyborach. Nadzieja płonna, jak się okazało. Bo mimo zwycięstwa nad Twoim Ruchem Sojusz już nie bardzo wiedział, dla kogo jest na scenie politycznej.