Awans Joachima Brudzińskiego i Mariusza Błaszczaka na wiceprezesów utwierdza tylko ich w rolach najbliższych współpracowników Kaczyńskiego.

Wbrew wcześniejszym przeciekom wiceszefami PiS nie zostali dwaj wicepremierzy Piotr Gliński i Mateusz Morawiecki. A równocześnie zostali członkami komitetu politycznego partii. Odczytywać to można jako żółtą kartkę. Wicepremierzy nie są aż tak dobrzy, jak spodziewał się prezes PiS. Piotr Gliński był lojalny wobec Kaczyńskiego w najtrudniejszych dla partii momentach, więc mimo rozmaitych wpadek i prowokowanych przez niego konfliktów w świecie kultury Kaczyński daje mu jeszcze kredyt zaufania. Podobnie ma się sytuacja z Mateuszem Morawieckim, który jeszcze niedawno typowany był na następcę Kaczyńskiego. Obecna żółta kartka oznacza, że plotki o zniecierpliwieniu prezesa PiS wicepremierem odpowiedzialnym za gospodarkę nie są wyłącznie tworem wyobraźni komentatorów. Kaczyński oczekuje na konkretne efekty działalności wicepremiera, a nie na kolejne wersje jego planu. Ale równocześnie – jak można odczytać utrzymanie ratingu Polski przez agencję Moody's – to właśnie Morawiecki jest dla świata finansów gwarantem polityki gospodarczej obecnego rządu.

Czerwoną kartkę dostał minister Skarbu Państwa Dawid Jackiewicz, który został z komitetu politycznego usunięty. To skutek niezadowolenia kierownictwa PiS z sytuacji w spółkach Skarbu Państwa. Kaczyński i jego otoczenie zaczęli dostrzegać, że część nominatów „dobrej zmiany" myśli przede wszystkim o osobistych korzyściach – warto odnotować poświęcony temu tekst dziennikarza „Gazety Polskiej" Wojciecha Muchy.

Jeśli z tego właśnie powodu doszło do degradacji Jackiewicza, to rekonstrukcja rządu staje się coraz bardziej prawdopodobna. Z naszych informacji wynika, że w kręgu Jarosława Kaczyńskiego rozważane są dwa warianty – obejmujący i pomijający fotel premiera. Wiele jednak wskazuje, że na razie Beata Szydło ocali stanowisko. Ale kilka dymisji w najbliższych tygodniach ma być sygnałem dla obozu rządzącego, że Kaczyński nie będzie tolerował prymatu prywatnych czy frakcyjnych interesów nad dobrem państwa.