Sprawa zaczęła się przeszło cztery lata temu, gdy w jednym z hipermarketów w miejscowości Carpentras w Prowansji Pelicot został przyłapany przez obsługę na zaglądaniu kamerą aparatu pod spódnice klientek. Policja znalazła wówczas najpierw w jego telefonie, a później w domowym komputerze nagrania gwałtów na jego żonie Gisèle.
Mechanizm był zawsze ten sam. 72-letni dziś mężczyzna podawał żonie w kawie czy posiłku preparat usypiający Temesta, który działa około pięciu godzin. Później sprowadzał mężczyzn, z którymi się kontaktował przez internet, a oni gwałcili nieświadomą kobietę. Mąż wszystko nagrywał.
Gisèle pokazała twarz. Stała się bohaterką walki o prawa kobiet
Gisèle od początku trwającego 15 tygodni przed sądem w Awinionie procesu zgodziła się nie tylko na podanie swojego imienia i nazwiska, ale także na pokazanie twarzy. Na początku nosiła ciemne okulary. Potem jednak i z tego zrezygnowała.
Jej niezwykła godność zjednały jej ogromną rzeszę wielbicieli – nie tylko we Francji, ale i na całym świecie. Za jej sprawą dynamika procesu się odwróciła. Dominique Pelicot i sprowadzeni przez niego mężczyźni nie zgodzili się na ujawnienie własnego wizerunku. Wstydliwe stało się bycie gwałcicielem, a nie bycie zgwałconym. Gisèle stała się bohaterką walki o prawa kobiet.
Niższe od oczekiwanych przez prokuratora kary nałożono na mężczyzn, którzy brali udział w gwałtach. Większość z nich tłumaczyła, że była przekonana, iż tu chodzi o grę libertariańskiego małżeństwa
Sąd, jak oczekiwano, wydał wyrok 20 lat więzienia dla Dominique’a Pelicota. To maksymalna możliwa w tym przypadku kara. Nie pomogły tłumaczenia oskarżonego, że sam był maltretowany przez ojca.
Znacznie niższe od oczekiwanych przez prokuratora kary nałożono natomiast na mężczyzn, którzy brali udział w gwałtach. Większość z nich tłumaczyła, że była przekonana, iż tu chodzi o grę libertariańskiego małżeństwa, na którą Gisèle się zgadzała. 32 oskarżonych zostało skazanych na kary mniejsze niż dziesięć lat więzienia, z czego część w zawieszeniu. Jeden z oskarżonych, który wiedział, że jest zarażony wirusem HIV, a mimo to sześciokrotnie brał udział w gwałtach i nie używał prezerwatywy, usłyszał wyrok 15 lat więzienia.
Dwie twarze Dominique’a Pelicota. Troskliwy ojciec i „demon”
Dominique Pelicot był od 1973 roku w związku małżeńskim z Gisèle. Imał się różnych zawodów: był elektrykiem, pracował w handlu, na budowach. Jego portret psychologiczny wykazał dwie zupełnie odmienne natury. Na co dzień dbał o trójkę swoich dzieci i wykazywał niezwykłe przywiązanie do swojej żony.
Ale w pewnym momencie wstępował w niego, jak to sam określił w trakcie przesłuchania, „demon”. Nie był w stanie, jak twierdził, stawić czoła popędowi seksualnemu. W trakcie śledztwa policja wykryła także nagie zdjęcia jego córki i synowej. Oskarżony stanowczo zaprzeczał jednak, aby dopuścił się na nich gwałtów.
W czwartek przed południem przed budynkiem sądu w Awinionie zebrało się kilka tysięcy sympatyków Gisèle. – Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie. Bardzo pomogło mi ono przejść przez te trudne dni – oświadczyła ofiara.
– W żadnym momencie nie żałowałam, że zgodziłam się na ujawnienie mojej tożsamości, pokazanie mojej twarzy, śledzenie przez publiczność tego procesu – dodała, mając m.in. na myśli drastyczne materiały filmowe z gwałtów, jakie zostały w czasie procesu wyświetlone.
Proces rozpoczął we Francji debatę na temat zmiany kodeksu karnego. Chodzi w szczególności o stwierdzenie, że seks bez zgody jednej ze stron jest gwałtem.