Obniżka akcyzy i VAT na paliwo, a także wprowadzenie maksymalnych cen na benzynę i olej napędowy to nie jedyne działania, jakie może podjąć rząd w reakcji na skok cen na rynku paliw wywołany atakiem na Iran. Miłosz Motyka, minister energii nie wykluczył też – gdyby nasiliło się zjawisko turystyki paliwowej – wprowadzenia innych cen paliwa dla Polaków, a innych dla obcokrajowców.

Czy zróżnicowanie cen dla Polaków i cudzoziemców jest dopuszczalne na gruncie prawa unijnego?

– Co do zasady, zróżnicowanie cen dla obywateli polskich i innych krajów UE jest nie do pogodzenia z zasadami, jakie rządzą wspólnym rynkiem i swobodą przepływu towarów. Byłby to przejaw arbitralnej dyskryminacji, czyli jej najostrzejszy rodzaj, w którym różnicujemy sytuację członka wspólnoty ze względu na pochodzenie, co jest niedopuszczalne. Co innego jednak gdyby takie ograniczenie było wprowadzane proporcjonalnie i dla ochrony jakiegoś ważnego interesu publicznego – mówi prof. Robert Grzeszczak z Uniwersytetu Warszawskiego, który specjalizuje się prawem europejskim, zwłaszcza w prawie rynku wewnętrznego.

Takim ważnym interesem publicznym jest np. bezpieczeństwo. 

 – Wszystko więc zależy od tego, w jakim zakresie wprowadzane byłoby ograniczenie, na jak długo, na jakim obszarze miałoby obowiązywać oraz realizacji jakich wyższych celów miałoby służyć. Poza tym takie działanie musi być reakcją na rzeczywisty, a nie potencjalny problem – dodaje prof. Robert Grzeszczak.

Czytaj więcej

Pierwszy dzień cen maksymalnych. Motyka: Dowieźliśmy, 1,2 zł mniej na litrze diesla

Takie rozwiązania już od ponad tygodnia obowiązują na Słowacji, gdzie kierowcy na zagranicznych tablicach rejestracyjnych płacą prawie 0,2 euro więcej za litr paliwa. Nasi południowi sąsiedzi wprowadzili takie rozróżnienie, tłumacząc, że paliwo aktualnie sprzedawane na słowackich stacjach pochodzi z państwowych rezerw strategicznych. Pomimo tego w tej sprawie interweniowała Komisja Europejska.

Jak tłumaczy prof. Grzeszczak, czasem niektóre państwa świadomie, dla celów politycznych wprowadzają regulacje sprzeczne z prawem unijnym, wiedząc, że ostatecznie zostanie to zakwestionowane przez Trybunał Sprawiedliwości UE. – Jednak od momentu wezwania przez KE do zaprzestania naruszenia, do wniesienia skargi, a następnie wyroku TSUE upływa bardzo dużo czasu i czasem niektóre państwa to wykorzystują. Nie zawsze też KE chce się angażować w ograniczenia w funkcjonowaniu wolnego rynku, które są motywowane bezpieczeństwem danego państwa – dodaje prof. Grzeszczak.

Wymagana zgoda Komisji Europejskiej

Podobnie uważa prof. Artur Nowak-Far, prawnik i ekonomista, były wiceminister spraw zagranicznych. Jego zdaniem, gdyby rząd chciał wprowadzić takie rozwiązanie, to mógłby się powołać na klauzulę porządku publicznego.  – Takie czasowe zawieszenie reguł wspólnego rynku mogłoby być oparte na przepisach traktatowych dotyczących zakłóceń w zaopatrzeniu w niektóre produkty. A z taką sytuacją mamy do czynienia. Jednak taką zmianę trzeba notyfikować w Komisji Europejskiej, a ewentualne zawieszenie ogólnych reguł funkcjonowania wspólnego rynku nie może być bezterminowe – zastrzega prof. Nowak-Far. 

Czytaj więcej

Trzy statki przepłynęły przez Cieśninę Ormuz. To pierwsze takie jednostki od wybuchu wojny