Coraz popularniejsze są kursy online dla wychowawców kolonijnych. Sprawą zainteresował się rzecznik praw dziecka. Uważa, że kompetencji potrzebnych do wykonywania zawodu wychowawcy nie można zdobyć bez zajęć z dziećmi. Wychowawcy powinni odbyć szkolenie m.in. z psychologii rozwojowej.
„Zasadne wydaje się nie tylko wyeliminowanie możliwości ukończenia takiego kursu za pośrednictwem internetu, ale także zwiększenie liczby godzin kursu stacjonarnego, w szczególności liczby godzin przeznaczonych na zajęcia praktyczne z dziećmi" – zauważa Marek Michalak w piśmie do minister edukacji.
Po interwencji rzecznika MEN zamierza zmienić zasady. Osoby, które chcą w wakacje dorobić jako wychowawcy, powinny więc się pospieszyć, by odbyć kurs bez wychodzenia z domu.
1600 zł kosztuje e-szkolenie trwające 285 godzin, które nie daje żadnych uprawnień
– Ministerstwo przygotowuje projekt rozporządzenia w sprawie warunków, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku dla dzieci i młodzieży szkolnej. Niebawem zostanie on skierowany do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych – zapowiada Justyna Sadlak z biura prasowego MEN.
Nieprawidłowości w wirtualnych kursach jest więcej. Internauci zamiast na nich skorzystać, mogą stracić i czas, i pieniądze, nie nabywając żadnych uprawnień.
Wiele firm oferuje np. szkolenia w zawodach „opiekun osób starszych" czy „opiekunka dziecka". Na stronie internetowej zamieszczają zaś komunikat (pisownia oryginalna): „Nasze szkolenia umiejętności zawodowych są prowadzone zgodnie z wymaganiami Rozporządzenia MEN. Na zakończenie każdy z Kursantów otrzymuje zaświadczenie zgodne z: rozporządzeniem MEN, ustawą z dnia 2 lipca 2004 r., art. 83 ust. 2 ustawy o systemie oświaty".
Ministerstwo twierdzi jednak co innego.
– Zgodnie z klasyfikacją zawodów szkolnictwa zawodowego określoną w rozporządzeniu MEN zawodu opiekuna osoby starszej można się nauczać wyłącznie w dwuletniej szkole policealnej, do której przyjmowane są osoby z wykształceniem średnim – mówi Sadlak.
Podobnie jest z zawodem „opiekunka dziecięca". Nazwy kursów organizowanych online są niemal identyczne jak te zawarte w rozporządzeniu. Przez internet kształci się bowiem „opiekun osób starszych", a nie „osoby starszej". Uczy się też „opiekunka dziecka", a nie „dziecięca".
– Organizujemy szkolenie specjalistyczne, a nie kształcenie policealne. W Polsce jest mnóstwo firm, które podejmują tego rodzaju szkolenia ze względu na zapotrzebowanie na rynku i fakt, że w domach opieki zatrudniane były i są osoby niemające żadnego przygotowania – słyszymy od jednej z firm.
Po co zatem kończyć kurs online? Przedstawiciele organizacji prokonsumenckich uważają, że przez zbliżone nazwy kursów przedsiębiorcy mogą wprowadzać internautów w błąd.
– Zatajenie lub nieprzekazanie w sposób jasny, jednoznaczny oraz we właściwym czasie istotnych informacji dotyczących produktu prowadzi do wywołania o nim mylnego wyobrażenia. Uzyskanie zaświadczenia o ukończonym kursie nie uprawnia do posługiwania się określonym w nim tytułem na równi z tym ministerialnym – wskazuje Mirosław Żurowski, prezes Stowarzyszenia Konsumentów Libertas. I dodaje, że każdy przypadek należy przeanalizować indywidualnie.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki k.wojcik@rp.pl