Już w szkole podstawowej uczniowie mogą odczuć, że nie mają równych szans. Ci zamożniejsi jadą w trakcie lekcji WF na basen, mniej zamożni zostają w szkole. Takie działanie jest niezgodne z prawem. Środki na obowiązkowe zajęcia WF szkoła powinna dostać od samorządu. Szkopuł w tym, że gminom brakuje pieniędzy.
Sport na świetlicy
– W niektórych krakowskich szkołach w efekcie decyzji większości rodziców uczniowie odbywają odpłatne zajęcia na basenie w godzinach lekcyjnych. Ci, którzy ze względów finansowych nie uczestniczą w nich, muszą czekać w świetlicy szkolnej – zwraca w interpelacji uwagę poseł Józef Lassota.
Tak samo dzieje się w innych regionach Polski. W Szkole Podstawowej nr 234 w Warszawie klasy są dzielone – część uczniów uczy się pływać, a dla części organizowane są zajęcia w szkole. Z największymi kosztami muszą się liczyć rodzice, których dzieci chodzą do szkół sportowych. Tak np. za obowiązkowe zajęcia na basenie w Szkole Podstawowej nr 14 w Poznaniu trzeba zapłacić aż 100 zł miesięcznie.
– Pieniądze są wpłacane na konto klubu sportowego, z którym współpracujemy. Zajęcia odbywają się jednak w ramach obowiązkowych lekcji wychowania fizycznego – mówi Barbara Czeszewska, dyrektor Zespołu Szkół z Oddziałami Sportowymi nr 3 w Poznaniu. Koszt wynajmu jednego toru to 50 zł. Szkoła potrzebuje 218 torów tygodniowo. Daje to 43,6 tys. zł miesięcznie. 100 zł to więc i tak niewiele. Jak podkreśla dyrekcja szkoły, koszt zatrudnienia instruktorów pokrywa miasto.
Łamanie prawa
Jednak według Ministerstwa Edukacji Narodowej to za mało. – Szkoła publiczna nie może uzależniać możliwości uczestniczenia ucznia w obowiązkowych zajęciach edukacyjnych od wniesienia przez rodziców opłat. W wypadku szkół, gdzie dochodzi do tego typu praktyk, kurator oświaty ma obowiązek interweniować w trybie nadzoru pedagogicznego – podkreśla wiceminister Joanna Berdzik.