W czerwcową środę Fundacja Prawo do Pomocy zorganizowała aukcję charytatywną.
To było naprawdę ciekawe popołudnie, tak pod względem doznań artystycznych, jak i towarzyskich.
W parku przy budynku klubu Związku Banków Polskich rozstawiono wielki biały namiot, w środku wystawiono ponad 60 prac. Była to oferta ciekawie skomponowana, i co nieistotne w aukcjach tego rodzaju, niezbyt droga jak na kieszeń warszawskich prawników. Przy lampce wina i przekąskach można było podyskutować o prezentowanych pracach, omówić ważne tematy prawne albo po prostu poplotkować.
Idea naprawdę fantastyczna, środowiskowa, ponad podziałami, chodzi wszak o wspomaganie potrzebujących prawników lub młodych, wyróżniających się adeptów prawa.
Warto jednak postawić pytanie, ilu więc z nas, adwokatów i radców prawnych, poczuwa się do środowiskowej solidarności? Pewnie niedługo dostaniemy dokładne sprawozdanie, ale myślę, że na aukcji nie stawiło się więcej niż 30 – 40 osób. Nawet jeśli pomyliłam się o 100 proc., to i tak jest to liczba zadziwiająco niska, jeśli weźmiemy pod uwagę, że nas – radców prawnych w Warszawie – jest ponad 6 tysięcy, a adwokatów prawie 2 tysiące.
Swego czasu zapytano Beenhakkera: – Leo, why?, na co odpowiedział szczerze: – For money. Ciekawe, czy w wypadku naszego środowiska chodzi też o pieniądze, czy po prostu odpowiedź by brzmiała: „advocatus advocato lupus est”? A może po prostu zrozumienie, że solidarność w naszym środowisku w takich podstawowych kwestiach jak pomoc słabszym stanowi o naszej sile, jest kwestią czasu?
Bez względu na odpowiedź tym bardziej słowa wdzięczności należą się Jolancie Nowakowskiej-Zimoch, Katarzynie Szymielewicz oraz całemu zespołowi, który poświęcił swój czas, zapał i umiejętności dla zorganizowania tego wydarzenia. Mam też nadzieję, że osoby te zechcą zorganizować kolejną aukcję w przyszłym roku.