Demokraci, którzy mają nadzieję na przejęcie większości w Izbie Reprezentantów w zbliżających się wyborach do Kongresu, już teraz planują, co zrobić by sposób sprawowania władzy przez Trumpa, oparty na agresywnym rozszerzaniu uprawnień prezydenta, nie stał się trwałą praktyką po zakończeniu jego prezydentury.
„The Washington Post” pisze o tym, że prawnicy opracowują strategie, które pozwoliłyby uniezależnić Departament Sprawiedliwości od wpływów prezydenta, a w Kongresie powstają projekty ustaw ograniczających możliwość ogłaszania przez prezydenta stanów nadzwyczajnych. Trump korzystał z tego uprawnienia w niespotykany dotąd sposób: ogłosił ponad dziesięć stanów nadzwyczajnych, by uzasadnić takie działania jak nakładanie ceł, przyspieszanie deportacji czy użycie Gwardii Narodowej.
Czytaj więcej
Osiem punktów procentowych przewagi ma Partia Demokratyczna nad Partią Republikańską na dwa tygodnie przed wyborami połówkowymi (midterms) do Kongr...
Seria projektów ruszyła. Ma powstrzymać działania Trumpa
Demokraci w Izbie Reprezentantów, Suzan DelBene ze stanu Waszyngton i Don Beyer z Wirginii, przedstawili projekt ustawy zakazującej prezydentowi nakładania ceł pod pretekstem stanu nadzwyczajnego bez zgody Kongresu.
Kongresman Jaime Raskin przygotował projekty ustaw zakazujących prezydentowi przyjmowania płatności od obcych rządów bez zgody Kongresu oraz wymagających poddania planów remontów i przebudowy Białego Domu publicznej ocenie. Kolejny projekt uniemożliwiłby prezydentowi zawieranie ugód finansowych z własnym rządem.
Z kolei demokratyczny senator Chris Murphy z Connecticut przedstawił projekt ustawy „No Political Enemies Act”, mającej chronić Amerykanów przed wykorzystywaniem aparatu federalnego do represji za wypowiedzi i działalności chronione konstytucyjnie. Zdaniem autorów pomysłu administracja Trumpa stosuje takie działania wobec swoich krytyków.
Jak donosi „Associated Press”, demokraci w Izbie Reprezentantów szykują się też na dochodzenia dotyczące prezydenta Donalda Trumpa, jego rodziny i administracji. Zdobycie większości pozwoliłoby demokratom przejąć kierownictwo komisji i wykorzystać uprawnienia kontrolne Izby do prowadzenia dochodzeń, wzywania świadków i żądania dokumentów oraz podejmowania działań naprawczych wobec tego, co demokraci określają jako powszechną korupcję i nadużycia władzy.
– Amerykanie ponoszą koszty korupcji, która wymknęła się spod kontroli – powiedział lider demokratów w Izbie Reprezentantów Hakeem Jeffries z Nowego Jorku, który w razie zwycięstwa swojej partii ma szansę objąć stanowisko przewodniczącego izby. Demokraci nie wykluczają też wszczęcia procedur impeachmentu wobec członków gabinetu Donalda Trumpa.
Czytaj więcej
Donald Trump ponownie zarzucił Wołodymyrowi Zełenskiemu, że ten, biorąc na cel rafinerie w Rosji doprowadza do wzrostu cen oleju napędowego na świa...
Rahm Emanuel, były burmistrz Chicago i potencjalny kandydat demokratów na prezydenta, uważa, że zamiast impeachmentu demokraci powinni się skupić na stworzeniu pakietu zasad etycznych, którego rządzący musieliby się trzymać. Przedstawił propozycję zasad etycznych dla wszystkich trzech gałęzi władzy. Przewiduje ona zakaz obrotu akcjami, zawierania zakładów na rynkach prognostycznych i przyjmowania prezentów z zagranicy. Osoby objęte tymi zasadami, których majątek przekracza milion dol. musiałyby przekazać go w niezależny zarząd, bez możliwości wpływania na decyzje inwestycyjne ani uzyskiwania informacji o nich. Od objęcia urzędu w dokumentach finansowych Trumpa ujawniano transakcje kupna i sprzedaży papierów wartościowych o wartości milionów dol., a jego administracja przyjęła w darze samolot od rządu Kataru, co odbiło się szerokim echem.
– Czeka nas ogromne zadanie odbudowy. Na szczęście odbudowa ma w naszym kraju bogatą historię, a gdy pozwala się jej przebiegać, przynosi znacznie lepsze rezultaty niż autorytaryzm czy rewolucja. (…) Będziemy musieli przyjrzeć się każdemu departamentowi, każdej dziedzinie i każdemu zadaniu służącemu dobru publicznemu, aby ustalić, co da się ocalić, a co trzeba stworzyć na nowo – powiedział w wywiadzie dla „The Washington Post” kongresman Jamie Raskin z Maryland, najwyższy rangą demokrata w Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów, dodając, że odwracanie skutków wykorzystywania przez Trumpa uprawnień prezydenckich w niektórych przypadkach zajmie dziesięciolecia.
Kto jeszcze dążył do rozszerzenia uprawnień prezydenckich? Trump nie jest pierwszy
Trump nie jest pierwszym prezydentem, który podejmował próby omijania lub odsuwania pozostałych gałęzi władzy. Trzy gałęzie amerykańskiej władzy rywalizują o kontrolę nad wydatkami, prowadzeniem wojen, imigracją i niemal każdą inną dziedziną działalności państwa od początku istnienia republiki. 1981 r. Ronald Reagan zaskoczył swoich krytyków, zwalniając ponad 11 tys. kontrolerów ruchu lotniczego. George W. Bush wstrząśnięty zamachami terrorystycznymi z 11 września 2001 r., potajemnie zatwierdził stosowanie wobec więźniów metod, które wielu uznawało za tortury.
Czytaj więcej
Fala krytyki i oburzenia wylała się na Donalda Trumpa po decyzji o zawieszeniu wprowadzenia nowych antyrosyjskich sankcji. Urzędnicy Białego Domu z...
Barack Obama, początkowo krytyczny wobec takich działań, sam również rozszerzał uprawnienia prezydenckie. W 2012 r. jego administracja wprowadziła program Deferred Action for Childhood Arrivals (DACA), zapewniający osobom przybyłym do USA jako dzieci i spełniającym określone kryteria czasową ochronę przed deportacją. Republikanie zarzucali mu wówczas, że sam tworzy prawo. Wykorzystywał ataki dronów do zabijania osób podejrzewanych o terroryzm, daleko od tradycyjnych pól walki. Powołał też licznych nadzorców w takich sektorach jak energetyka czy ochrona zdrowia, co zdaniem republikanów pozwalało mu omijać spory o zatwierdzanie nominacji przez Senat.
Skalą Trump prześciga innych prezydentów
Krytycy Trumpa twierdzą jednak, że skalą, rozmachem i bezwzględnością swoich działań rozszerzył on władzę wykonawczą znacznie bardziej niż którykolwiek z jego poprzedników we współczesnej historii. Na miesiąc przed wyborami, które mogą przynieść demokratom odzyskanie większości w Izbie Reprezentantów, nasilają się ich wysiłki, by zapobiec utrwaleniu tych zmian.
Jak zauważa „Washington Post”, niektóre z tych propozycji mogą mieć symboliczny charakter – służyć mobilizowaniu wyborców i demonstrowaniu sprzeciwu wobec Trumpa, a nie stanowić konkretne plany reform. Sami demokraci nie wiedzą, kiedy – i czy w ogóle – zdobędą wystarczające poparcie społeczne, by je zrealizować. Nie mają też gwarancji, czy nawet z poparciem społecznym, uda im się te plany przeforsować, w końcu Trump przetrwał dwie procedury impeachmentu, postępowania karne i śledztwa, po czym po raz drugi wygrał wybory prezydenckie.
Historia jest jednak po ich stronie: okresy nadużyć w historii Stanów Zjednoczonych często stawały się impulsem do zmian. Ostatecznie o kształcie rzeczywistości po Trumpie zdecydują nastroje Amerykanów w chwili, gdy zejdzie on ze sceny politycznej, a na początku 2025 r. sondaż Pew Research wykazał, że 78 proc. dorosłych Amerykanów uważa rozszerzanie uprawnień prezydenckich za zbyt ryzykowne.