– Nie jestem optymistą. Sytuacja jest poważna – ostrzega premier Sébastien Lecornu. Ale to raczej przypomina wołanie na puszczy. Sam zrobić wiele nie może, bo jego rząd nie ma większości w Zgromadzeniu Narodowym.
Jeszcze w 2020 r. Francja przeznaczyła na wypłatę odsetek od zaciągniętych kredytów 30 mld euro. Ale teraz tylko w pierwszych sześciu miesiącach tego roku musiała wysupłać na ten cel przeszło 35 mld euro. Z jednej strony łączna wartość zobowiązań przekroczyła już 3,5 bln euro, czyli 118 proc. PKB. A to oznacza, że poza Grecją i Włochami żadne państwo w Unii nie zaciągnęło proporcjonalnie większych kredytów. Ale z drugiej podczas gdy w czasach pandemii koszt pieniądza był bardzo niski czy wręcz zerowy, to w tym tygodniu rentowność francuskich 10-letnich obligacji przekroczyła już 4 proc.