Kowal odniósł się do kontrowersji związanych z organizacją tegorocznych obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego przez środowiska narodowe, związane z Robertem Bąkiewiczem.

- Historycznie tylko część środowisk politycznych i wojskowych związanych z nacjonalistami wsparła powstanie. Powstanie w żadnym razie nie było wydarzeniem związanym z siłami nacjonalistycznymi w Polsce, tak samo później, gdy obchodzono już tylko pamięć o powstaniu. Dlatego działanie pana Roberta Bąkiewicza w tej sprawie nie ma żadnego uzasadnienia - podkreślił polityk.

Czytaj więcej

Wanda Traczyk-Stawska: Ukraina przypomina mi powstanie

Poseł dodał, że "cykl obchodów Powstania Warszawskiego i jego program jest taki sam przez ostatnie kilkadziesiąt ostatnich lat".

- Każde dodatkowe wydarzenie ustalaliśmy ze środowiskiem powstańców, żeby nie mieli poczucia, że coś im się zabiera. Niezależnie od poglądów, każdy powinien wybrać sobie odpowiednie wydarzenie, których jest mnóstwo, np. Marsz Mokotowa, czy uroczystość o godzinie 17 na Powązkach, albo na innych cmentarzach w Warszawie, w których odbywają się podobne wydarzenia przy grobach powstańczych. Nikt nie powinien niczego na siłę narzucać w tym dniu, a szczególnie osoby o tak ostrych poglądach politycznych jak Bąkiewicz. Mamy już taką sytuację przy 11 listopada. To święto wyrwano narodowi dla jednej partii i jednego środowiska. Teraz próbuje się to zrobić z obchodami 1 sierpnia - stwierdził parlamentarzysta.

Kowal został następnie zapytany o to czy o 17 - w godzinę W - w Warszawie powinny zawyć syreny.

- Uważam, że tak, ponieważ jest to bardzo ważny symbol. Znam argumenty, że dla uchodźców z Ukrainy syreny są źródłem traumy, ale wiem też, że są długo w Polsce i chcą brać udział w naszych tradycjach i zwyczajach. Na co dzień spotykam się z Ukraińcami i nie słyszałem, żeby byli przeciwko czczeniu rocznicy powstania - dodał były wiceszef MSZ.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ