Prezydent Joe Biden zgodził się na rozmowę, ponieważ "wierzy, że jeśli chodzi o Rosję, nie ma substytutu dla bezpośredniego dialogu przywódca-przywódca".

Emily Horne przekazała CNN, że "administracja Bidena nadal angażuje się w szeroko zakrojoną dyplomację z europejskimi sojusznikami i partnerami, konsultując i koordynując wspólne podejście w odpowiedzi na militarną mobilizację Rosji na granicy z Ukrainą".

W ostatnim czasie przedstawiciele Waszyngtonu omawiali sytuację z europejskimi przywódcami, NATO, Unią Europejską i OBWE.

Zaplanowana na czwartek rozmowa telefoniczna będzie drugim bezpośrednim kontaktem prezydentów Rosji i USA w tym miesiącu. Biały Dom naciska na Kreml, aby zmniejszył swoją obecność wojskową przy granicy z Ukrainą.

Czytaj więcej

Łukaszenko spotkał się z Putinem. Dziękuje za wspieranie Białorusi

W ocenie amerykańskiego wywiadu przy wschodniej granicy Ukrainy stacjonuje ponad 100 tys. rosyjskich żołnierzy. Eksperci przewidują, że ewentualna inwazja może zostać przeprowadzona już w styczniu.

Biden ostrzegł Putina podczas wirtualnego spotkania na początku tego miesiąca, że inwazja spowoduje poważne konsekwencje, takie jak surowe kary ekonomiczne. Wiązałoby to się również z pojawieniem się wojsk amerykańskich na wschodniej flance NATO.

Putin z kolei ostrzegł USA i NATO, że Rosja będzie zmuszona do działania, jeśli jej "czerwone linie" zostaną przekroczone, zwłaszcza jeśli NATO rozszerzy swoje zdolności wojskowe dalej na wschód i na Ukrainę.

Putin zażądał od USA i NATO prawnie wiążących gwarancji bezpieczeństwa, z których część amerykańscy urzędnicy już określili jako "nie do przyjęcia", nie precyzując jednak, co dokładnie jest całkowicie odrzucane.