Rz: Wstąpi pan do Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości? Premier Jarosław Kaczyński powiedział, że nie będzie miał pretensji, jeżeli się pan na to nie zdecyduje.

Maciej Płażyński:

Nie zamierzam wstępować do Klubu PiS. Premier Kaczyński zgodził się, żebym decyzję w tej sprawie podjął dopiero po wyborach. I mimo że wynik wyborów jest nieco inny, niż liczyłem, i ja, i Longin Komołowski zdecydowaliśmy, że na razie pozostaniemy poza Klubem PiS. Ale obaj oczywiście będziemy w opozycji do rządu.

To dlaczego nie może pan być w opozycji razem z resztą PiS?

Chyba kiepsko bym się czuł w klubie wymagającym dużej dyscypliny. Poza tym mam nazwisko, przyzwyczaiłem się do niezależności i swobody własnych politycznych ocen.

Poseł niezrzeszony nie ma żadnego wpływu na życie publiczne.

Pozycja w polityce nie zależy tylko od przynależności organizacyjnej, ale w dużej mierze od własnego dorobku. A poza tym na początku kadencji, dopóki nowa koalicja rządząca cieszy się wysokim poparciem społecznym, wpływ opozycji na decyzje polityczne i tak jest bardzo ograniczony.

Nie jest panu żal, że nie wystartował pan do Sejmu z listy PO? PiS przegrało wybory i przeszło do opozycji.

W polityce trzeba podejmować ryzyko. Wiążąc się z PiS, liczyłem na odbudowę PO – PiS. Wyborcy zdecydowali jednak inaczej. Moim zdaniem gorzej dla Polski, bo obie partie wywodzące się z dawnego obozu “Solidarności”, zamiast współpracować, postanowiły się wyniszczyć. Platforma Obywatelska była bardzo radykalną opozycją i PiS chyba będzie tak samo radykalne. Tak to jest – jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Wierzy pan, że gdyby wygrało PiS, to rządziłaby koalicja Platformy i PiS?

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Sądzę, że tak, bo PiS nie miałoby wyboru, musiałoby się dogadać z PO. Natomiast Platforma mogła dogadać się z każdym: i z PiS, i z PSL, i z SLD. Ale jeżeli w przyszłości lewica się wzmocni i dojdzie do władzy, to obie te partie – PO i PiS – będą winne temu, że wzajemnie się zwalczając, utorowały drogę do powrotu lewicy. Jarosław Gowin z PO ciągle liczy, że topór wojenny między PO i PiS zostanie zakopany.

Gowin jest idealistą, a ja realistą. Nie wierzę w to porozumienie. Liderzy Platformy dwa lata temu przyjęli wariant wyrzucenia PiS ze sceny politycznej. Wojna była ostra i będzie trwała.

Jest pan zdegustowany tą sytuacją?

Tak. Dla mnie ta sytuacja jest wyjątkowo niewygodna. Gdyby scena polityczna była bardziej zrównoważona, byłoby mi łatwiej funkcjonować pośrodku.

Jest jeszcze konstytucja, której ewentualna zmiana wymaga szerszej koalicji niż PO – PSL.

Sądzę, że Platforma nie będzie chciała zmieniać konstytucji wspólnie z PiS. Nie wierzę w możliwość budowania koalicji konstytucyjnej w sytuacji, gdy obie te partie prowadzą ostrą rywalizację polityczną. Zresztą w pierwszych miesiącach rządzenia PO i tak nie będzie się brała do zmian w ustawie zasadniczej.

Już pan nie myśli o założeniu nowej formacji?

Tuż po wyborach nie ma o tym mowy. Nowe pomysły rodzą się, gdy jakaś formacja traci poparcie społeczeństwa. Na razie nowa ekipa ma kredyt zaufania od wyborców. Jeżeli go zużyje, to wtedy będzie się można zastanawiać, czy między PO a PiS jest przestrzeń na coś nowego.

Sądzi pan, że rządzący szybko stracą społeczne poparcie?

Wydaje mi się, że z kadencji na kadencję dzieje się to coraz szybciej. A Platforma ponad miarę rozbudziła społeczne oczekiwania poprawy sytuacji bytowej. Ludzie liczą, że powyborcza zmiana polityczna natychmiast przełoży się na zasobność ich portfeli. Donald Tusk będzie się musiał z tym zmierzyć. Czasami łatwiej się rządzi, gdy sytuacja jest trudna. Ludzie się nie buntują, bo mają świadomość, że lepiej być nie może.

Jak pan ocenia pomysł Kaczyńskiego, żeby Zyta Gilowska została wicemarszałkiem Sejmu z PiS?

Zyta jest doświadczoną parlamentarzystką, ma cięty język, jest osobowością medialną. Powierzenie jej stanowiska wicemarszałka Sejmu jest bardzo dobrym pomysłem.