Rz: Skąd to nagłe zainteresowanie polityką? Co pan robił w minionych latach?
Jan Kułaj: Zajmowałem się gospodarstwem i wychowywałem synów. Nigdy nie uważałem się za polityka, ale za działacza związkowego. Bacznie obserwowałem, co się dzieje z polityką, zwłaszcza w sprawach wsi i chłopów.
A byli koledzy z opozycji mówią, że odsunął się pan od polityki, bo w stanie wojennym wystąpił pan w reżimowej telewizji i uczestniczył w Radzie Konsultacyjnej przy Wojciechu Jaruzelskim.
Zostałem w to wmanewrowany, a wypowiedź zmanipulowano. Przywieźli mnie z ośrodka internowania do siedziby ZSL na Grzybowską na rozmowę z Romanem Malinowskim, a tam już czekała telewizja i puścili na antenie to, co chcieli. W Radzie było wiele autorytetów z opozycji, jak choćby mecenas Władysław Siła-Nowicki. Najbardziej byłem za to atakowany przez tych, którzy później okazali się agentami bezpieki.
Co trzeba zmienić w polityce wobec polskiej wsi?
Przede wszystkim zrobić reformę KRUS. Trzeba też powołać specjalną komisję śledczą, która zbada, co się stało z ziemią po PGR. Chłopi jej nie mają, a Skarb Państwa nie ma pieniędzy z jej sprzedaży. Ma ją Henryk Stokłosa i jemu podobni, którzy będąc u koryta, kupili ją za psie grosze, a później stali się milionerami. Byli towarzysze nagle stali się Niechcicami XXI wieku.
Czy będzie pan doradzał PO?
Już to robię. W tej partii nie ma wielu ludzi znających się na problemach wsi. Jako człowiek wywodzący się z „S“ nie zabiegałem o stanowiska. Jeżeli dojdzie do konfliktu koalicjantów, to byłbym dobrym lepiszczem w ich łagodzeniu.