Marek Borowski komentował w "Faktach po Faktach" ujawnione dziś zarobki najbliższych współpracowniczek prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego.

Prezes NBP został zmuszony do ich ujawnienia po podpisaniu przez prezydenta w ostatni poniedziałek ustawy o jawności zarobków w Narodowym Banku Polskim.

Według ujawnionych informacji najlepiej zarabiającą dyrektorką NBP jest Martyna Wojciechowska, która kieruje departamentem komunikacji i promocji. Jej zarobki to 49 563 zł. Z kolei szefowa gabinetu prezesa NBP Kamila Sukiennik zarabia 42 760 zł miesięcznie.

Według ujawnionych dziś danych dyrektorzy departamentów prawnego czy analiz ekonomicznych zarabiają mniej w NBP niż szefowa departamentu komunikacji.

Niechęć prezesa Adama Glapińskiego do ujawnienia tych informacji komentował Marek Borowski. Stwierdził, że prezes NBP przyjął fatalną taktykę w tej kwestii - kpiny, żarty, ironię i złośliwości (np. wobec Jana Marii Jackowskiemu z PiS, który domagał się ujawnienia zarobków w NBP, któremu Glapiński kąśliwie wypomniał upodobanie do nudyzmu). 

Jego zdaniem i Wojciechowska, i Sukiennik kierowały w NBP departamentami "drugoplanowymi", ale widać było, że "te osoby cieszą się jakimś szczególnym uznaniem prezesa".

- Podejrzewam, że teraz prezes Glapiński będzie milczał w 13 językach i się nie będzie wypowiadał na ten temat - stwierdził Borowski.

Senator uważa, że Glapiński będzie musiał teraz, na podstawie ustawy dotyczącej jawności wynagrodzeń NBP, ograniczyć zarobki dyrektorów departamentów do wysokości 60 proc. swojej własnej pensji. 

- Chyba że ją podwyższy - stwierdził Borowski.