"Rzeczpospolita": Podczas pana kampanii wyborczej i krótko po zaskakującym zwycięstwie mówił pan wiele o zmianach, jakie chce pan wprowadzić w rumuńskiej polityce. Które z nich uważa pan dziś jako urzędujący prezydent za najważniejsze?
Klaus Iohannis: Jestem przekonany, że cała rumuńska polityka wymaga przebudowy od modelu opartego na konflikcie do systemu opartego na dialogu i porozumieniu. Postęp kraju nie może wynikać z ciągłej walki pomiędzy tymi, którzy zostali wybrani do rządzenia ale musi być wynikiem transparentnej komunikacji, odpowiedzialności oraz rzetelnych relacji pomiędzy instytucjami państwa. Dyskutowałem o tym z partiami w parlamencie i porozumieliśmy się co do celów i działań.
Jednym z nich jest zwiększenie budżetu obronnego do 2 proc. PKB do roku 2017 tak aby Rumunia mogła stać się stabilizatorem bezpieczeństwa w regionie, a także silnym i godnym zaufania partnerem dla naszych sojuszników. Poza tym do moich priorytetów należy reformowanie instytucji politycznych, poczynając od systemu wyborczego, regulacji dotyczących finansowania partii politycznych i kampanii wyborczych a także nowej ustawy o partiach. Mówiłem o tym w moim przemówieniu na początku obecnej sesji parlamentu i wierzę, że te plany zostaną zaakceptowane przed jej końcem.
Co pana zdaniem jest warte kontynuacji z prezydentury pana poprzednika Traiana Basescu? Czy będzie pan w stanie unikną konfliktu z premierem Pontą, który był pana rywalem w wyborach?
Co co zasady myślę, że poprawne relacje instytucjonalne i dialog między prezydentem a premierem są konieczne, niezależnie od tego kto akurat pełni te funkcje. Prywatnie uważam, że Rumunia potrzebuje innego rządu, skuteczniejszego i posiadającego dłuższą wizję, ale to całkiem inna sprawa. Co zaś tyczy się dziedzictwa przeszłości to musimy zachować wszystko to co było korzystne dla rozwoju demokracji i co jest w interesie obywateli, ale wyeliminować to, co się nie sprawdziło i czego Rumuni nie akceptują. Wszelki postęp jaki dokonał się już w Rumunii powinien być kontynuowany, włączając w to wzmocnienie praworządności i niezawisłości sądownictwa.
Nietrudno zauważyć, że w Rumunii kontynuowana jest walka z korupcją, zgodnie z wymogami Brukseli. Myśli pan, że łączenie postępu w tej dziedzinie z otwarciem Strefy Schengen dla Rumunów jest uzasadnione?
Nasze stanowisko w tej sprawie było i jest jasne: przystąpienie Rumunii do strefy Schengen nie powinno być łączone z żadnymi innymi zagadnieniami (takimi jak CVM - mechanizm współpracy i weryfikacji Rumunii i Bułgarii). Tę opinię podziela również Komisja Europejska co wyrażali jej wysocy ranga przedstawiciele. Takie podejście uzasadniają konkretne argumenty, jako że każdy punkt bazuje na odmiennym zestawie kryteriów i ma inny mechanizm oceny. Rumunia spełniła wszystkie wymogi techniczne przewidziane w aquis w odniesieniu do przystąpienia do strefy Schengen, co uznała tak Rada jak i Parlament Europejski i potwierdziła dodatkowo Rada Europejska.
W naszym dialogu z europejskimi partnerami będziemy nadal przedstawiali argumenty dla umocnienia wzajemnego zaufania i uzyskania jednomyślnej zgody państw członkowskich na wejście Rumunii do strefy Schengen, nie tylko w sensie zabezpieczania zewnętrznych granic unii, ale także dla tworzenia dogodnych warunków inwestycyjnych, wzrostu ekonomicznego i dalszej konsolidacji rynku wewnętrznego. Co więcej Rumunia już obecnie działa zgodnie z logiką państwa członkowskiego Grupy Schengen i uczestniczy we wszelkich działaniach dla zagwarantowania europejskiego obszaru wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości.
Jest pan pierwszym rumuńskim przywódcą wywodzącym się z mniejszości narodowej. Czy dla wyborców miało znaczenie, że wywodzi się pan ze społeczności Sasów siedmiogrodzkich? A może pomaga to w utrzymywaniu dobrych relacji z politykami niemieckimi i unijnymi?
Fakt, że pochodzę z mniejszości niemieckiej ma oczywiście swoje znaczenie. Mniejszość ta odgrywa rolę pomostu między Rumunią a Niemcami na kilku poziomach. Mamy wspólne komisje rządowe, które działają na rzecz kultywacji i umacniania tej roli. Utrzymujemy liczne więzi z Niemcami poprzez Demokratyczne Forum Niemców i inne organizacje działające w Rumunii. Wspierają one także relacje gospodarcze naszych państw. Wreszcie ważną rolę w pogłębianiu wzajemnych stosunków odgrywają organizacje skupiające osoby, które wyjechały do Niemiec, np. Federacja Sasów Siedmiogrodzkich.
Podczas mojej ostatniej wizyty w Niemczech omawiałem kwestie mniejszości niemieckiej w Rumunii z prezydentem Joachimem Gauckiem. Powiedziałem mu, że w Niemczech żyje wielu emigrantów z Niemiec, nie tylko pochodzenia niemieckiego i że członkowie tej społeczności są doceniani w nowej ojczyźnie. Wszystkie te społeczności pełną rolę łącznika pomiędzy naszymi krajami, a w szerszym kontekście także przyczyniają się do spajania Unii Europejskiej.
Chciałby zauważyć, że Rumunia uznawana jest w Europie za model dobrych praktyk w odniesieniu do praw mniejszości narodowych. Mogę powiedzieć, że mój wybór stał się kolejnym tego potwierdzeniem.
Jaki wpływ na politykę Rumunii ma sąsiedztwo z ogarniętą wojną Ukrainą?
Niestety, podobnie jak Polacy my także znaleźliśmy się w bezpośrednim sąsiedztwie konfliktu zbrojnego, którego skutki odczuwalne są w całej Europie. Dla nas to powód do szczególnego zatroskania, bowiem Rumunia jest leżącym najbliżej strefy konfliktu państwem członkowskim UE i NATO.
Rumunia w obecnym kryzysie stoi jednoznacznie po stronie Ukrainy. Od samego początku zdecydowanie potępiała pogwałcenie prawa międzynarodowego przez Federację Rosyjską poprzez aneksję Krymu i podsycanie konfliktu na wschodzie Ukrainy.
Rumunia jest w oczywisty sposób zainteresowana, by jej sąsiadem była silna, suwerenna i zjednoczona Ukraina krocząca ku Europie drogą reform. Zdecydowanie i aktywnie popieraliśmy zbliżenie Ukrainy do Unii Europejskiej. O naszym przekonaniu wiele mówi już choćby to, że Rumunia jako pierwsze państwo ratyfikowała Porozumienie o Stowarzyszeniu Ukrainy z UE.
Wzmocnienie współpracy i koordynacji pomiędzy partnerami w ramach NATO i UE usytuowanymi - tak jak my i Polska - w sąsiedztwie Ukrainy to kolejny kierunek działań, które konsekwentnie podejmujemy. Moja wizyta w Polsce jest ego widomym przykładem.
Swoją pierwszą podróż zagraniczną odbył pan do Kiszyniowa. To zapewne nie był przypadek.
Republika Mołdawii ma rzeczywiście priorytetowe znaczenie dla Rumunii, a moja wizyta miała to zaznaczyć. W czasie rozmów w Kiszyniowie wyraziłem nasze oczekiwania, że będą kontynuowane proeuropejskie reformy, a Porozumienie o Stowarzyszeniu z UE będzie wcielane w życie z korzyścią dla obywateli Mołdawii.
Już w 2010 r. nasze państwa ustanowiły partnerstwo strategiczne dla wspomagania integracji europejskiej Mołdawii. Mój kraj wspierał i nadal będzie wspierał europejskie aspiracje naszych najbliższych sąsiadów. Mołdawię zaś postrzegamy jako lidera wśród państw należących do Partnerstwa Wschodniego i uważamy, że może być dla pozostałych krajów w tej grupie przykładem sukcesu na drodze do Europy.
Polska i Rumunia mają bardzo podobne poglądy na kwestie bezpieczeństwa w Europie Środkowej i Wschodniej. Czy powinno to prowadzić do wzmocnienia naszej współpracy dwustronnej? Na jakich dziedzinach powinniśmy się koncentrować?
Zmiany w naszym sąsiedztwie na Wschodzie uczyniły z Polski i Rumunii kluczowych aktorów w procesie konsolidacji bezpieczeństwa regionalnego i transatlantyckiego. Stąd dla Bukaresztu i Warszawy koniecznością stała się koordynacja wysiłków dla podkreślenia strategicznego znaczenia wschodniej granicy UE i NATO.
Co więcej dla Rumunii i Polski wskazane jest zaangażowanie się w proces refleksji odnośnie nowych idei i inicjatyw związanych z formatami politycznymi dla zarządzania regionalnym bezpieczeństwem i stosunkami z Rosją. W celu sformułowania właściwych odpowiedzi na wyzwania związane z bezpieczeństwem w regionie pogłębienie polsko-rumuńskiej współpracy wojskowej byłoby z pewnością korzystne.
Jest oczywiste, że państwa leżące na wschodniej granicy NATO i UE mają wspólną wrażliwość i obawy wobec tego, co dzieje się obecnie w kontekście kryzysu na Ukrainie, ale także z powodu zagrożeń Europy Środkowej w relacji z Rosją. W związku z tym wydaje się, że rozsądne i właściwe aby sojusznicy z NATO i członkowie UE leżący na wschodniej flance, których prezydent Obama nazwał "państwami granicznymi" rozwinęli nowe formy współpracy regionalnej, kontynuowali zainicjowany w ubiegłym roku w Warszawie dialog na wysokim szczeblu i uzgadniali wspólny głos w ramach NATO i UE - przynajmniej w odniesieniu do nowej polityki wschodniej i stosunków Zachodu z Moskwą.
Co sądzi pan o tych partnerach z Unii Europejskiej, którzy opowiadają się za współpracą z Rosją (zwłaszcza w dziedzinie polityki energetycznej) pomimo jej agresywnego zachowania? Czy sankcje nałożone prze UE powinny być kontynuowane?
W relacjach międzynarodowych państwa bazują na swoich interesach w określonych sprawach albo w odniesieniu do konkretnego kraju. Żyjemy w świecie współzależności, które wymagają dostosowania indywidualnych interesów na poziomie kontynentalnym czy globalnym.
Nie chcemy osądzać jak inni członkowie wspólnoty euroatlantyckiej oceniają lub postrzegają swoje interesy narodowe i jakimi środkami je promują. Polegamy na spójności i solidarności wynikającej ze zobowiązań, które wspólnie podjęliśmy w tej wspólnocie wartości, której jesteśmy częścią.
Było oczywiste, że okazana na poziomie europejskim jedność w odniesieniu do konfliktu ukraińskiego nie powinna zostać naruszona nawet jeśli chwilowo ujawniały się egoistyczne interesy pewnych państw unijnych. Biorąc pod uwagę rozwój sytuacji geopolitycznej w ostatnim okresie potrzeba przemawiania wspólnym głosem i solidarnego podejmowania działań na poziomie państw członkowskich UE pozostaje nadal nakazem.
Jesteśmy przekonani, że podtrzymanie warunkowości sankcji i jednoczesne otwarcie kanałów komunikacji z Moskwą jest podejściem, które może prowadzić do znalezienia trwałego rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Orientację co do dalszego stosowania sankcji umożliwi ocena tego jak przestrzegane są ustalenia Porozumienia Mińskiego z 12 lutego. Jeśli określone w nim warunki nie będą dotrzymywane to opcja nałożenia nowych sankcji wróci do porządku dziennego.