Reklama

Jan Maciejewski: Religia Apple’a i papież Cook

Pamiętacie państwo początek każdego z „Trzech kolorów" Kieślowskiego? W „Niebieskim" podwozie samochodu, w „Białym" – taśmy na lotnisku, po których jadą walizki pasażerów, w „Czerwonym" – kable telefoniczne ciągnące się po dnie morza. Coś, co znajduje się pod spodem, co – o ile tylko działa jak należy – pozostaje niewidoczne i zapomniane. I właśnie tam, pod powierzchnią, zaczyna się opowieść.
Jan Maciejewski: Religia Apple’a i papież Cook

Foto: Wikimedia Commons, Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0), Mike Deerkoski

Reklama

Podwozie samochodu za chwilę straci przyczepność, maszyna uderzy w drzewo, zginą mąż i córka pewnej kobiety. W bagażu lotniczym ukrył się mężczyzna, dla którego jest to jedyna droga ucieczki z kraju, w którym nie ma już po co żyć. Starzec podsłuchuje rozmowy telefoniczne sąsiadów, zdobywa ich sekrety, żeby przez chwilę poczuć nad nimi władzę. Na początku każdej historii, jeszcze zanim zostanie postawiona pierwsza litera, nie ma ciszy, tylko szmer. Szum, który zaczyna domagać się, żeby ułożyć z niego melodię; podzielić go na takty postaci i harmonie wątków. Opowieść powstaje, kiedy muzyka tła postanawia wydostać się na pierwszy plan.

Pozostało jeszcze 81% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama