4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Rok 1956. Władysław Skonecki podczas meczu Polska – Austria na kortach warszawskiej Legii. To był jego pierwszy występ w Polsce po powrocie do kraju, z którego uciekł pięć lat wcześniej
Pamiętam pyszną kawę w mieszkaniu Kordiana Tarasiewicza w połowie lat 70. Siedziałem z gospodarzem i Ernestem Wittmannem, przedwojennym tenisistą, który akurat przyleciał z Londynu. Rozmawialiśmy o Skoneckim. „Lubiłem słuchać, jak gra" – mówił Tarasiewicz. „Jak to słuchać?" – zapytałem. „Po jego uderzeniach rakieta wydawała bardzo charakterystyczny dźwięk. Najczystszy i niepowtarzalny".
Na dowód Tarasiewicz, znawca tenisa, były gracz i wieloletni działacz, opowiedział jeszcze jedną historię. Jest koniec kwietnia 1956 roku. Nasi walczą w Pucharze Davisa z Austrią. To pierwszy występ Skoneckiego w reprezentacji po pięcioletniej przerwie. Tarasiewicz ma blisko na korty Legii. Mieszka przy Górnośląskiej, więc musi tylko zejść 200 metrów w dół do Myśliwieckiej. Coś go zatrzymało w domu, jest spóźniony. Zasapany dobiega do pierwszej bramy. Porządkowy kładzie palec na ustach: „Cicho! Władek gra". „Przecież słyszę" – mówi Tarasiewicz.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
„Manipulował ludźmi jak nikt inny” – opisuje ks. Eugeniusza Surgenta Tomasz Krzyżak w podcaście „Posłuchaj Plus...
Marco Bellocchio w wieku 86 lat nie stał się wcale statecznym komentatorem, jak wielu nestorów kina w jego wieku.
Dziś przygody Bergmana można czytać jako opowieść o samym komiksie.