Zbrodnia w Nemmersdorfie

Okrutne czyny na ludności cywilnej krasnoarmiejcy rozpoczęli natychmiast, gdy wkroczyli na tereny dawnych Niemiec. Pierwszą ofiarą padła niemal równo 70 lat temu ludność Prus Wschodnich.

Aktualizacja: 05.02.2024 16:36 Publikacja: 26.10.2014 01:11

Na skraju lasu leżały porozrzucane ciała zastrzelonych kobiet i dzieci. We wsi było wiele kobiet, którym odcięto piersi. Jedną z nich ukrzyżowano na drzwiach stodoły. Materace, pierzyny i poduszki były porozcinane i poplamione krwią. W piórach leżały zakrwawione ciała kobiet z martwymi dziećmi. Widok był tak okropny, że niektórzy z rekrutów uciekali ze strachu i wymiotowali... Tak wyglądały relacje żołnierzy Wehrmachtu, którzy w październiku 1944 roku odbili wieś Nemmersdorf w Prusach Wschodnich, po tym, gdy na krótko zajęła ją Armia Czerwona.

Gęsi, kury, indyki

Nemmersdorf dziś nazywa się Majakowskoje i leży w należącym do Rosji obwodzie kaliningradzkim, około 25 km na północ od polskiej granicy, na wysokości Gołdapi. Mieszka tam kilkuset Rosjan, to także siedziba lokalnych władz. Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z początku XVI wieku. W 1709 roku mieszkańców wioski zdziesiątkowały zarazy. Potem w miejscowości osiedlali się niemiecko- i francuskojęzyczni imigranci ze Szwajcarii oraz Palatynatu. Przez wieki Nemmersdorf słynął z hodowli koni.

Przez wieś wije się rzeka Węgorapa, która wpływa do obwodu kaliningradzkiego z Polski, z jeziora Mamry. Rzeka ma szerokość kilkunastu metrów, jest niezbyt głęboka. Zejście do wody zaś strome, na brzegu leżą spróchniałe, powalone drzewa. Obok stoją ruiny zniszczonego mostu, dalej zaś inny, odbudowany już w czasach sowieckich.

W Majakowskim – podobnie jak w innych poniemieckich miejscowościach – stoją jeszcze stare, murowane pruskie budynki. Część z nich została oszpecona kiczowatymi rosyjskimi dobudówkami – gankami pokrytymi falistym eternitem. Ogródki otoczone są betonowymi płytami z fantazyjnymi wzorami. Przy zagrodach stada gęsi, kur i indyków.

Okoliczne pola są pofałdowane. Na ugorach rośnie dzika ostróżka, storczyk plamisty i fioletowy łubin. Działki poprzecinane są ciekami wodnymi, stawami.

Wiejskie drogi są dziurawe, niektóre błotniste, bo nieutwardzone. Choć od wojny minęło już 70 lat, na polach można zauważyć jeszcze rozbite przez pociski, obrośnięte mchem, poniemieckie umocnienia wojskowe. Bardziej przypominają dziś wkopane w ziemię kręgi studni niż schrony. Odznaczają się też jeszcze zarysy wykopanych w 1944 r. linii okopów.

W centrum wsi stoi pomnik poświęcony krasnoarmiejcom, którzy zginęli na początku 1945 roku, w czasie drugiego szturmu na wieś. Miejscowy aktyw i kombatanci regularnie składają przed nim wieńce. W tym roku uczestnicy uroczystości przypięli sobie kokardy w brązowo-czarne pasy. Takie same nosiły „zielone ludziki" na Krymie, takie same dziś do polowych mundurów przypinają sobie rosyjscy separatyści w Donbasie.

Kilka tygodni temu w pobliskim Gusewie Rosjanie hucznie obchodzili rocznicę ofensywy z jesieni 1914 roku. Odbyła się barwna rekonstrukcja historyczna, w czasie której carscy żołnierze pokonali Prusaków.

O innej – niewygodnej – rocznicy masakry w Nemmersdorfie oczywiście nikt pamiętać nie chce.

Jatka nad Węgorapą

Do tragedii doszło 70 lat temu, w 1944 roku, gdy do Prus Wschodnich zaczęła się zbliżać Armia Czerwona. Adolf Hitler nakazał obronę każdego skrawka niemieckiej ziemi i zabronił ewakuacji ludności cywilnej z zagrożonych przez Rosjan terenów. W Prusach Wschodnich gauleiter tej prowincji Erich Koch restrykcyjnie przestrzegał tych rozkazów i słał do Führera telegramy zapewniające, że będzie bronił podległego mu obszaru do końca. Każdy, kto mu się nie podporządkuje, miał być traktowany jak zdrajca. Ludność cywilna miała zostać na miejscu i pracować przy sypaniu okopów.

Radzieckie czołgi wtoczyły się na most, miażdżąc uciekinierów. Kilka godzin później zaczęła się jatka – mężczyzn, kobiety, dzieci i starców wyciągano z domów lub schronów i rozstrzeliwano

16 października 1944 roku Armia Czerwona uderzyła na wschodniopruską granicę. „Był to początek jedenastu dni, które miały odcisnąć piętno na mentalności Niemców ze wschodnich regionów Rzeszy – i nie tylko stamtąd" – pisał brytyjski historyk sir Ian Kershaw. Dwa dni później sowiecka armia przekroczyła granicę Rzeszy i wdarła się na głębokość 60 km na odcinku frontu o długości ok. 150 km.

Dopiero wtedy ludność cywilna – nie bacząc na zakazy Hitlera – w panice ruszyła na zachód. Ludzie pchali wózki załadowane tobołkami, jechali furmankami załadowanymi dobytkiem. Gdy 21 października Nemmersdorf zajmowali Sowieci, we wsi było kilkudziesięciu mieszkańców i uciekinierów. Była to jedna z pierwszych miejscowości niemieckich, jakie wpadły w ręce Rosjan.

Dzień później Armia Czerwona została zmuszona do wycofania się, a do wsi wkroczyła kompania Wehrmachtu dowodzona przez Gunthera K. Koschorrka. Widok, jaki zastali żołnierze Wehrmachtu w splądrowanej osadzie, był przerażający. W ciągu poprzedniej doby Sowieci dokonali rzezi jej mieszkańców.

„W jednej stodole znaleźliśmy starego człowieka z gardłem przebitym widłami, które przybiły go do drzwi. Wszystkie materace, pierzyny i poduszki były porozcinane i poplamione krwią. Dwa poranione ciała kobiet z dwójką zamordowanych dzieci leżały w piórach. Widok był tak okropny, że niektórzy z naszych rekrutów uciekli ze strachu i wymiotowali" – odnotował w swoim pamiętniku Koschorrek.

Dowódca innej grupy bojowej, która zajęła Brauersdorf, osadę w pobliżu Nemmersdorfu, relacjonował: „Na skraju lasu leżały porozrzucane ciała zastrzelonych kobiet i dzieci. W samej Brauersdorf było wiele kobiet na poboczu drogi, którym odcięto piersi".

Z kolei żołnierz oddziału Volkssturmu Karl Potrek donosił o odnalezieniu nagiej kobiety ukrzyżowanej na drzwiach stodoły. Wiele kobiet i dziewczynek zostało przed śmiercią zgwałconych. Niektóre ciała były zwęglone – relacjonowali żołnierze.

Przebieg zdarzeń wyglądał najprawdopodobniej następująco. W nocy z 20 na 21 października większość mieszkańców Nemmersdorfu, spodziewając się rychłego wkroczenia Armii Czerwonej, zajęta była pakowaniem dobytku i przygotowaniami do ucieczki. Wczesnym rankiem na jedynym moście przez Węgorapę kłębił się tłum ludzi. „Dzięki gęstej jesiennej mgle większość zdołała przejechać przez most na bezpieczny brzeg i podążyć dalej na zachód nawet w ostatnich godzinach przed nadejściem Armii Czerwonej. Dla niektórych mieszkańców Nemmersdorfu i okolicznych miejscowości było już jednak za późno. Po przebudzeniu we wczesnych godzinach porannych 21 października przekonali się, że sowieccy żołnierze już są w mieście" – opisuje Bernhardt Fisch, niemiecki historyk, który badał okoliczności tragedii.

Wioski nikt nie bronił. Zajmujący ją żołnierze należeli do 25. Brygady Pancernej wchodzącej w skład 3. Frontu Białoruskiego gen. Iwana Czerniachowskiego. Radzieckie czołgi wtoczyły się na most, miażdżąc uciekinierów. Kilka godzin później zaczęła się jatka – mężczyzn, kobiety, dzieci i starców wyciągano z domów lub schronów i rozstrzeliwano. Pomimo uchwycenia przyczółka Sowieci przerwali ofensywę. Uderzyły bowiem na nich z wielkim impetem oddziały Wehrmachtu. Kontruderzenie było na tyle skuteczne, że w ciągu doby Niemcy niemal całkowicie wyparli z tego terenu Rosjan.

Zemsta za krew ?i łzy matek

Początkowo podawano, że w masakrze zginęło ponad 70 ofiar. Z relacji zebranej w połowie lat 50. od byłego członka Volkssturmu wynika, że po odbiciu tej miejscowości Niemcy znaleźli kilka nagich kobiet przybitych gwoździami do wrót stodoły, zwłoki staruszki z głową rozłupaną toporem lub łopatą, oraz ciała 72 innych kobiet oraz dzieci.

O poprzybijanych do ścian stodoły ciałach kobiet i dzieci wpisał też pod datą 23 października do swojego diariusza generał Werner Kreipe, szef sztabu Luftwaffe, który akurat wizytował Korpus Pancerno-Samochodowy w pobliskim Gąbinie. Miał on podobno nakazać podwładnym fotografować te przypadki. Jednak takie zdjęcia, jeśli powstały, musiały zaginąć.

Nowsze badania, przeprowadzone przez Bernharda Fischa, wskazują, że w Nemmersdorfie straciło życie około 26–30 cywilów. Takie dane pojawiły się w raporcie opracowanym przez policję niemiecką, która badała okoliczności mordu już 25 października 1944 roku. Z raportu tego wynika, że doszło tam do plądrowania, dwie kobiety zostały zgwałcone, znaleziono też zwłoki 26 osób. Niektóre leżały w otwartym grobie, inne w rowie przy drodze albo w domach. Miały rany postrzałowe w głowę, czaszka jednego mężczyzny została rozbita jakimś narzędziem. Raport ten nie wspominał o ukrzyżowaniach.

Niewykluczone, że rozbieżność dotycząca liczby ofiar mogła wynikać także z faktu, iż w jednej z wersji zsumowano ofiary znalezione w pobliskich miejscowościach i dołączono do nich ofiary po stronie sowieckiej. Mógłby to potwierdzać raport kapitana Frickego skierowany do dowództwa ?4. Armii, według którego znaleziono zwłoki 45 osób, w tym 26 w Nemmersdorfie i 19 w pobliskim Tutteln. Zdaniem Frickego większość ofiar to nie miejscowi, ale uciekinierzy dopędzeni przez Armię Czerwoną. Wspominał on także o licznych gwałtach oraz o piątce dzieci, których „języki przybito gwoździami do stołów". Zestawiona później lista zabitych w tym czasie na wschodnich rubieżach Prus Wschodnich obejmowała 90 osób.

O ile można się spierać o liczbę ofiar, o tyle trudno negować sam fakt, że doszło do zbrodni. Dlaczego Sowieci dokonali tak makabrycznego mordu na bezbronnej ludności cywilnej? Ian Kershaw uważa, że była to zemsta za śmierć i zniszczenie, które siała na wschodzie Europy armia niemiecka. Niemcy od początku agresji na Związek Sowiecki, czyli od 21 czerwca 1941 r., prowadzili wojnę na wyniszczenie. Celem było zdobycie „przestrzeni życiowej" na Wschodzie kosztem wymordowanych Słowian i Żydów. Masowo rozstrzeliwano ludność cywilną, palono wsie i miasteczka, zsyłano mieszkańców podbitych terenów do obozów koncentracyjnych. W zbrodniach tych brały udział zarówno SS, policja, jak i żołnierze Wehrmachtu. „Po wejściu na niemiecką ziemię i napotkaniu po raz pierwszy nieprzyjacielskiej ludności cywilnej tłumiona nienawiść przeobraziła się w gwałtowne pragnienie zemsty" – twierdzi Kershaw.

Okrucieństwo Armii Czerwonej w Nemmersdorfie było też niewątpliwie efektem sowieckiej propagandy, która otwarcie nawoływała do brutalnego odwetu. „Zemścijcie się bez litości na faszystowskich dzieciobójcach i katach, odpłacając im za krew i łzy radzieckich matek i dzieci" – wzywał w swoich felietonach Ilia Erenburg, rosyjski pisarz, poeta i publicysta. Warto też przypomnieć, że dyscyplina w sowieckiej armii była rozumiana w specyficzny sposób. Rozstrzeliwano żołnierzy, którzy bez rozkazu się cofali, a często tolerowano tych, którzy mordowali jeńców, cywilów, gwałcili kobiety lub rabowali.

Zwiększyć poczucie grozy

Niemcy nie byliby sobą, gdyby nie wykorzystali propagandowo masakry w Nemmersdorfie. „Te zbrodnie są przerażające, zrobi się z nich użytek w wielkiej kampanii prasowej" – notował w dzienniku minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels. Chodziło o podkręcanie morale wojska i wzmocnienie determinacji żołnierzy niemieckich w celu powstrzymania Armii Czerwonej.

Nazwa Nemmersdorf stała się znana w całych Niemczech. Nazistowska gazeta „Volkischer Beobachter" z 27 października krzyczała tytułem „Orgia sowieckich bestii". W lokalnych pruskich gazetach opublikowane zostały zdjęcia pomordowanych, wspominano o przypadkach ukrzyżowania. Towarzyszyły im informacje o tworzeniu armii rezerwowej i zaciągu do Volkssturmu, a także „cudzie" w Prusach Wschodnich, skąd po ciężkich walkach Niemcy wyparli Sowietów.

Pod egidą Ministerstwa Propagandy została powołana międzynarodowa komisja lekarska. W jej skład weszli m.in. obywatele Hiszpanii, Francji, Norwegii, Danii, Estonii, Szwecji i Serbii, którzy mieli zbadać okoliczności mordu. Ekshumowano zwłoki ofiar. Ustalenia komisji przedstawiono już ?31 października w Berlinie przed przedstawicielami partii nazistowskiej, a także dziennikarzami z zaprzyjaźnionych krajów, m.in. Włoch. Ogłoszono, że Związek Sowiecki dopuścił się złamania prawa międzynarodowego.

W nazistowskich gazetach pojawiły się dziesiątki artykułów, zorganizowano wyjazd reporterów z neutralnych Szwajcarii i Szwecji na miejsce zbrodni oraz poświęcono jej kronikę filmową, wyświetlaną we wszystkich kinach III Rzeszy. „Oszczędzę wam opisu okaleczeń i ohydnego stanu zwłok na polu. Są to widoki wykraczające poza najdziksze wyobrażenia" – relacjonował korespondent szwajcarskiej gazety „Le Courrier de Geneve".

Już 2 listopada 1944 roku w kronice „Die Deutsche Wochenschau" całe Niemcy mogły poznać historię miasteczka w Prusach Wschodnich, w którym doszło do mordu. Fragment o masakrze rozpoczynał najazd kamery na tablicę z nazwą miejscowości, a potem na spalony budynek. Lektor opowiadał o bestialstwie Sowietów, oko kamery zaś śledziło leżące na błotnistym polu zwłoki kobiet i dzieci oraz porzucone na poboczu drogi zniszczone wozy drabiniaste. W kolejnym ujęciu pokazano krzyże z wypisanymi na tabliczkach liczbami zamordowanych, którzy spoczęli w grobach: 9, 13, 24 Niemców.

Oczywiście nie ma pewności, czy zdjęcia te zostały wykonane w samym Nemmersdorfie czy w innych wsiach, gdzie też ginęli cywile. Tym bardziej że niemieccy propagandziści, chcąc zwiększyć poczucie grozy, dopuszczali się różnych manipulacji, czasem bardzo nieudolnie preparowanych. Na przykład pokazano zdjęcia obnażonych kobiet z informacjami, że wszystkie zostały zgwałcone przez sowieckich żołdaków, a na innych zdjęciach widać te same kobiety w ubraniach.

Straszni Azjaci

Ian Kershaw twierdzi, że kampania rozpętana przez Goebbelsa przyniosła odwrotny od oczekiwanego skutek. Bo oto Niemcy uświadomili sobie, że Sowieci są zdolni do zbrodni, jakich nie popełniają na zachodnim froncie wojska brytyjskie i amerykańskie – a więc, zamiast trwać na wschodnich rubieżach Rzeszy, uznali, że bezpieczniej będzie uciekać na Zachód. Z drugiej strony – jak twierdzi Kershaw – Niemcy uznali, że do zbrodni w Nemmersdorfie by nie doszło, gdyby ludność cywilna zawczasu została ewakuowana z terenów przyfrontowych. Odpowiedzialnością za to obciążano lokalnych bonzów NSDAP.

Brytyjski historyk przywołuje też raport z oddalonego o setki kilometrów Stuttgartu, przygotowany przez niemiecką służbę bezpieczeństwa (SD), dotyczacy wydarzeń w Nemmersdorfie. „Każda rozumna osoba na widok tak zmasakrowanych ofiar od razu pomyśli o przestępstwach, które popełniliśmy na obcej ziemi, a nawet w Niemczech. Czyż nie wyrzynaliśmy Żydów tysiącami? Czy żołnierze nie opowiadają w kółko, że Żydzi w Polsce musieli sami kopać sobie groby? (...) Nie możemy oskarżać Rosjan o popełnianie okrucieństw na obcym ludzie, skoro nasz naród postępował tak z samymi Niemcami".

Joseph Goebbels, jak wynika z raportów specjalistów   od propagandy III Rzeszy, osiągnął jednak zamierzony efekt. Udało mu się przestraszyć ludzi widmem „Azjatów, którzy nadciągają na cywilizowaną Europę". Właśnie wtedy – pod wpływem nazistowskiej propagandy, w zbiorowej wyobraźni Niemców pojawił się obraz krwawej bolszewickiej kreatury, której celami były tylko mord i gwałt.

Generał Georg Hans Reinhardt pisał w liście do żony o nienawiści „przepełniającej nasze serca, odkąd zobaczyliśmy, jakie spustoszenie poczynili bolszewicy na obszarze, który odzyskaliśmy na południe od Gąbina. Nie mamy innego celu poza utrzymaniem się i obroną naszej ojczyzny". „Żołnierzom z Prus Wschodnich i z sąsiednich regionów nie chodziło już o abstrakcyjną, patriotyczną obronę rodzinnego kraju, a tym bardziej nie o walkę za Führera. Stawką było życie i dobrobyt ich bliskich" – zauważa sir Kershaw.

Rychło się okazało, że Nemmersdorf to tylko zapowiedź kolejnych podobnych zbrodni, jakie miały miejsce podczas ofensywy w styczniu 1945 r. ?I masowych gwałtów, które im towarzyszyły. „Żołnierze radzieccy traktowali niemieckie kobiety jako wojenną zdobycz, niż tylko jako obiekt swojej nienawiści" – uważa brytyjski historyk wojskowości Antony Beevor. „W Prusach Wschodnich, na Śląsku i na Pomorzu dziesiątki tysięcy kobiet zostało zgwałconych, a następnie zabitych w orgiastycznym wybuchu prawdziwie barbarzyńskiej przemocy" – dorzuca Keith Lowe, brytyjski dziejopis.

Jak szacują historycy, w czasie ucieczki przed Armią Czerwoną z Prus Wschodnich zginęło ?100 tys. niemieckich mieszkańców tych terenów, a zgwałconych zostało 1,4 mln kobiet. Ofiarą gwałtu padła co piąta mieszkanka tych terenów.

Na skraju lasu leżały porozrzucane ciała zastrzelonych kobiet i dzieci. We wsi było wiele kobiet, którym odcięto piersi. Jedną z nich ukrzyżowano na drzwiach stodoły. Materace, pierzyny i poduszki były porozcinane i poplamione krwią. W piórach leżały zakrwawione ciała kobiet z martwymi dziećmi. Widok był tak okropny, że niektórzy z rekrutów uciekali ze strachu i wymiotowali... Tak wyglądały relacje żołnierzy Wehrmachtu, którzy w październiku 1944 roku odbili wieś Nemmersdorf w Prusach Wschodnich, po tym, gdy na krótko zajęła ją Armia Czerwona.

Pozostało 96% artykułu
Plus Minus
Jan A.P. Kaczmarek: Dobry film może zmienić życie twórcy
Plus Minus
Tomasz P. Terlikowski: Taka debata o aborcji nie jest ok
Plus Minus
Europejskie wybory kota w worku
Plus Minus
Waleczny skorpion
Plus Minus
Gość „Plusa Minusa”, Jacek Kopciński, opowiada o „Diunie”, „Odysei” i Coetzeem