Reklama
Rozwiń
Reklama

Irena Lasota: 100 kilometrów od Moskwy

Trafiłam na żyłę złota tak fascynującą, że z trudem się od niej odrywam. To internetowa lawina prawdziwych informacji o tym, jak wygląda dzisiejsza Rosja.
Władimir Putin

Władimir Putin

Foto: REUTERS/Turar Kazangapov

W latach 70. zaczęłam odkrywać Rosję i Związek Sowiecki, już wtedy jako osobne byty. Mieszkałam w Nowym Jorku, prawie na samym północnym czubku Manhattanu, powyżej Harlemu, w sporym jak na ówczesne czasy starym apartamentowcu. Ulica Hillside przeszła do historii literatury polskiej, bo opisał ją Janusz Głowacki, który tam zamieszkał na początku swojego amerykańskiego pobytu, ale jego wnikliwi czytelnicy mogli się dowiedzieć, że to ja ten dom odkryłam – w 1972 r. Mieszkania były raczej spore, ale wyjątkowo tanie, bo dzielnica już zaczynała mocno podupadać. Gdy wynajmowałam swoje lokum, mówiło się, że to jest dzielnica, w której mieszkali (kiedyś) rodzice Henry'ego Kissingera, gdy wyprowadzałam się 20 lat później, walczyły tam ze sobą środkowoamerykańskie gangi. Ale w drugiej połowie lat 70. zaczęli pojawiać się emigranci z ZSRS. Niektórzy byli wypychanymi za granicę dysydentami i byłymi więźniami Gułagu, inni – wtedy jeszcze nieliczni – należeli do emigracji żydowskiej i paszporty zawdzięczali porozumieniom helsińskim i poprawce Jacksona-Vanika. Nie objaśniam, co to było, bo jeśli to kogoś interesuje, AI wyjaśni to lepiej i zgrabniej niż ja. W ogóle czasami się zastanawiam, po co ja (i inni moi koledzy i koleżanki) w ogóle jeszcze coś piszemy, skoro to AI na pewno wie, co myślę, i wystarczy nacisnąć odpowiedni klawisz, by pojawił się felieton.

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama