Reklama

Michał Szułdrzyński: Dlaczego PiS nie jest dumny z moralnego zwycięstwa?

Dlaczego politycy PiS nie mówią: tak, straciliśmy władzę, ale było warto. Udało się bowiem uratować ileś tam żyć dzieci, które w innym przypadku nie przeżyłyby terminacji ciąży – są rzeczy ważniejsze niż władza?
Demonstracja w Warszawie po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji

Demonstracja w Warszawie po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Jedną z przyczyn, którą wskazywali politycy PiS, szukając powodów utraty władzy, była decyzja Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r. dotycząca aborcji. Ci sami, którzy jeszcze przed wyborami zapewniali, że PiS ma wygraną w kieszeni, a ci, którzy mówią, że jest inaczej, żyją w bańce – teraz, po wyborach, przekonywali: od początku było wiadomo, że trzy lata temu nastąpił tak wielki społeczny wstrząs, że przy tak dużej frekwencji, która była efektem społecznej mobilizacji – również w efekcie Czarnego Protestu – nie dało się wygrać. Mniejsza z tym, że zmienili zdanie, ciekawsze było to, że w rozmowach „off-the-record” zaczęli ujawniać dane, które mieli schowane przed wyborami – pokazujące zarówno poziom tąpnięcia poparcia po 22 października 2020 r., jak też efektywność profrekwencyjnych akcji społecznych z czasu kampanii wyborczej, które były kierowane do kobiet. Rzeczywiście liczba tych profrekwencyjnych kampanii na różnych poziomach była ogromna. Ale zwalanie winy za przegraną na ciemne siły, które zachęciły młodych do głosowania, nie wydaje się najsensowniejszym sposobem wyciągania wniosków z przegranej.

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama