Reklama

Małkowska: Ja, ofiara hejtu

Czy ktoś z państwa był/jest obiektem hejtu?

Aktualizacja: 26.05.2016 17:31 Publikacja: 25.05.2016 12:55

Małkowska: Ja, ofiara hejtu

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek

To coś innego niż mobbing. To nagonka zbiorowa, zaszczuwanie w każdej możliwej formie. Doświadczenie inferna: płomienie dobywają się zewsząd, parzą, wdzierają się w duszę i duszą...

Hejt odbiera poczucie sensu działania. Eliminuje radość życia.

Hejtowany staje się samotny – bo nagle znajomi znikają. Zrozumiałe: unikają psychicznego dyskomfortu. Obserwują więc z bezpiecznej odległości, jak się akcja potoczy. Kiedy już będzie wiadomo, że psy zająca zjadły, pojawią się i zaczną współczuć, żałować. Tymczasem milczą. Tymczasem postronni obserwatorzy nabierają podejrzeń – może rzeczywiście coś jest na rzeczy, skoro nikt nie oponuje?

A że najtrudniej bronić się samemu, zaszczuwany milczy. Gdy się tylko odezwie, natychmiast padają dobijające argumenty: frustrat, nieudacznik, zdrajca!!!

Znam to z autopsji. Przechodzę przez piekło ostracyzmu i wycinania od momentu publikacji w „Plusie Minusie" tekstu „Mafia bardzo kulturalna". Półtora roku temu, na długo przez wyborami.

Reklama
Reklama

Czytam w katalogu aktualnej wystawy „Salon odrzuconych" (jest aktualnie w sopockiej PGS): „Małkowskiej nikt nie knebluje, skoro cały czas publikuje w wysokonakładowym dzienniku. (...) Dyskusja zainicjowana przez Małkowską nie była merytoryczna".

Za to hejt jest merytoryczny. Ba! naukowy.

Atakującym w sukurs przyszła socjotechnika. Nietrudno ją opanować, wskazówki dostępne w internecie. Raptem stroniczka z wypunktowanymi metodami. Zaczyna się niewinnie: ośmieszanie. Ofiara nienawistników jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że jest namierzona. Sama wtóruje drwinom. Przecież zaśmiać się z siebie nawet zdrowo.

Tylko... ośmieszający jednocześnie poważnieją. Pompują się. Budują własny autorytet. I już są odrobinę do przodu. Wtedy stawiają kolejny krok – manipulują faktami. Ofiarę hejtu eliminuje się, skąd tylko można; przemilcza dorobek, nie cytuje się, nie zaprasza do publicznych dyskusji.

Dalej już idzie z górki. Nienawistnicy odwołują się do zbiorowych emocji: środowisko się dowiaduje, że hejtowany to szkodnik (w moim przypadku – sztuki polskiej). Starannie unika się wszelkiej tytulatury: nie ma publicysty, wykładowcy, doktora. Jest samo nazwisko, często nawet bez imienia. Rzucane obcesowo, jak jakaś ściera.

Hejterzy wiedzą, że największy absurd powtarzany uparcie w różnych kontekstach musi zadziałać. I działa. Teraz rycerze nienawiści szykują ostateczny cios: kłamią. Nawet najbardziej jaskrawe łgarstwo, powielane w mediach, zamienia się w prawdę. Przykład z ostatnich dni: Roman Pawłowski w „GW" po raz kolejny publikuje tekst pełen mistrzowsko spreparowanych kłamstw i półprawd. Autor sam siebie cytuje, z lubością powielając bzdurę o „zabraniu przez ministra kultury siedmiu milionów przeznaczonych na rozwój narodowych kolekcji". Co z tego, że na poprzednie kłamstwa zareagowała sama minister Wanda Zwinogrodzka, pisząc do gazety sprostowanie? Zignorowano je. Równie nieprzemakalne na niewygodną prawdę pozostają inne „lewicowe" media. Kłamcy praktycznie pozostają bezkarni: prawnicy ich wyapelują.

Reklama
Reklama

Tu dochodzimy do kolejnej socjosztuczki: preparacja kontekstu. Zacytuję mistrza Pawłowskiego: „z komisji oceniającej wnioski o dofinansowanie kolekcji sztuki odwołano m.in. trójkę akademickich specjalistów, a na ich miejsce powołano Zbigniewa Dowgiałłę, autora obrazu »Smoleńsk«, Monikę Małkowską, krytyczkę lansującą tezę, że sztukami wizualnymi w Polsce rządzi mafia kuratorów, oraz Jacka Kucabę, rzeźbiarza specjalizującego się w pomnikach Jana Pawła II".

Znów metoda podręcznikowa – tworzenie stereotypów, którego siłę wzmacnia permanentne używanie. Toteż autor buduje komunikat tak, żeby wytknąć komu trzeba niekompetencję, prawicowe poglądy i postawić w opozycji wobec „ekspertów". No i wklepać w twardy dysk wszystkich zainteresowanych kulturą, że oto dzieje się jej krzywda.

To uszlachetnia hejt, czyż nie?

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej":

prenumerata.rp.pl/plusminus

Reklama
Reklama
Plus Minus
Ksiądz pedofil wykorzystywał Monikę jak tylko mógł. Zmowa milczenia i zaniedbania biskupów
Plus Minus
„Źródło czerni”: Polska w ciemnościach
Plus Minus
„Cartaventura: Lhasa”: Wyprawa po kartach
Plus Minus
„Jay Kelly”: Ostatnia gwiazda kina
Plus Minus
„Wysokie i niskie tony”: Bracia z różnych światów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama