Ni to jesień, ni zima, ni wiosna. Mocny wiatr przesypuje resztki liści. Mimo że nie ma mrozu, jest przenikliwie zimno. Niektórzy winią za to orkan Barbara, który właśnie z upiorną gracją przewala się nad Polską. Jeśli Barbara, to zadowoleni powinni być przynajmniej górnicy. Ale chyba też nie są, podobnie jak większość warszawiaków.
Dziwny ten grudzień. Trochę deszczu, dużo błota, zmienia się klimat, to pewne. A ja jakoś bardziej niż przed rokiem czy dwoma laty odczuwam potrzebę pożegnania tego, co było, i z większą troską niż zwykle spojrzenia w przyszłość.