Buty, czerwone sznurowadła,

Rozczłapane adidasy z Carrefoura,

krok po kroku, tureckie dżinsy, pod

pachą

zrolowane koce (bo koczowali w kolejce

w nocy) i reklamówki, spocone ciała,

a i mężczyzna z dzieckiem na ręku,

O kulach, jak starał się przyklęknąć,

a i sędziwy starzec, AK-owiec?

Widziałeś?

Widziałeś naród?

Widziałem, jak wznosi flagi

W łopocie na Rynku w Krakowie,

Jak intonuje pieśń, aż szyby drżą,

Jak szuka miejsca, by w przykucu

Najświętszy Sakrament, gdzieś

Na drugim końcu placu, we wnętrzu,

Wznoszony rękami kardynała,

Adorować.

Widziałem, widziałem, widziałem.

Zapalali znicze i całe wiązanki

Kwiatów podawali sobie z rąk do

Rąk, jak w amoku,

Ruchliwi, z miejsca w miejsce,

Z oka kamery podniebnej,

Jak mrówki jakieś ze wzrokiem

Utkwionym w ziemi.

Nie patrz w ziemię, w niebo podnieś

głowę!

Nie patrz w ziemię?

Jakże nie patrzyć

W ziemię, skoro ja z ziemi jestem?

Z tych wypoconych koców,

Tym utytłany staniem, okopcony

Knotkiem wątłym świecy,

Skoro rozpycham się w tłumie,

Mało widzę, bo wciąż zasłania,

Przeszkadza, na palce się wspinam,

Ale i telebimu nawet nie zobaczę.

Ani głów, ani ramion, ni pleców,

Oddycham, śpiewam, płaczę.

W niebo mam patrzyć?

I co zobaczę?

Owszem, w oknie głowę:

szklą się błyski w złoconej

oprawie: relacjonowanie

Zbiorowych uniesień i rachunek

Narodowego sumienia: to jest

Rachuba zranień i krzywd, estetyczny

Bezład i żałosny patos,

Zbiór wynaturzeń.

„Obudził się demon,

Zmartwychwstał trup,

Obudził się demon,

Zmartwychwstał trup

I truje, zatruwa, kazi,

Sączy, bredzi

Nacjonalnym slangiem lud.

Tfu!”

Niebo, a na nim białe chmury

i niewidzialna

Łapa pyłu, która tuli nas, przyciska,

Zamyka, zostawia na placu.

Samych.

Więc lepiej w ekran komputera, setki

razy

Ten sam film i wycie syreny

I strzały w mglistym lesie, aż po

Doczepione do nich rozwiązania,

Rozstrzygnięcia, domniemania,

„Nie rozumiesz czy nie chcesz,

Boisz się, zrozumieć?”

My, Panie, niepokorne Twoje dzieci

w tłumie.

Niewidzące, widziane

Przyciągane,

Stracone, odzyskane

Zbrukane, oczyszczane

Spalone, zmiażdżone,

Rozwalone, rozproszone

W pył, proch, w parę,

W chrzęst.

Plutony egzekucyjne

Kompanie honorowe

I salwy armatnie,

I przeraźliwy krzyk.

I mamrotanie przez

łzy: O nie zapomnij

O mnie; nie zapomnij

O mnie; nie zapomnij

O mnie, pamiętaj o mnie,

Za nami się módl.

Jakże ja mam zapomnieć o tobie,

Jeśli zapomnę o was, czy zapomnę,

Nie zapomnę, jakże zapomnieć,

Pamiętam widzę słyszę jestem.

W samym sercu jestem.

Zamieszkałem już.

I nie otworzy się grób

Bo i nie zamknął się grób.

Otwarto najcięższe z wrót

Jesteśmy w Polsce już.

W Polsce jesteśmy znów.

10 – 22 kwietnia 2010