Jarosław Kaczyński postanowił wykrzyczeć wszystko, co w głębi duszy sądził po 10 kwietnia o rządzie Tuska i prezydencie Komorowskim. W partii rzucił anatemę na Marka Migalskiego za krytykowanie powyborczej linii i jak gderliwy ojciec wypomina politologowi, że „otrzymał od nas ogromną pomoc, ogromny awans, a dzisiaj zachowuje się w sposób niedobry, żeby nie powiedzieć niegodny”.
Media niechętne Kaczyńskiemu mają używanie, posłanka Mucha śmieje się w TVN Migalskiemu w twarz, młodzi w PiS tracą ochotę na cokolwiek. Ot, partia opozycyjna, której lider nie może wyrwać się ze starych nawyków. By użyć słów Kaczyńskiego – w normalnym kraju zwolennicy rządu powinni odetchnąć i uznać – taki Kaczyński nie zagrozi nam i za sto lat.