Kto bowiem zasługuje na to miano? Tak nazywano amerykańskich protestantów, którzy od przełomu XIX i XX wieku bronili dosłownego znaczenia Biblii oraz uznawali, że istnieją pewne podstawowe, nienaruszalne fundamenty wiary chrześcijańskiej. Z pewnością nie należała do nich przemoc wobec inaczej myślących.
Lata 70. XX w. to czas rozwoju terroryzmu muzułmańskiego skierowanego przeciw „przedstawicielom Zachodu". Mordując niewinne ofiary, islamiści twierdzili, że są wierni tradycji i wypełniają nakazy Koranu. Przez analogię zaczęto na Zachodzie określać tych muzułmańskich radykałów, zarówno samych zabójców jak i ich popleczników, mianem fundamentalistów. Za sprawą lewicowych intelektualistów fundamentalizmy islamski i chrześcijański stały się szybko gatunkami tego samego rodzaju. Fundamentalizm miał oznaczać nie tylko sprzeciw wobec nowoczesności i chęć obrony własnej tradycji, co od biedy można było przypisać chrześcijanom, ale też gotowość do używania przemocy wobec inaczej wierzących. Podobną karierę, i z tych samych powodów, zrobiło pojęcie „talib". Talib od dawna już nie jest tylko afgańskim muzułmaninem, który chce siłą narzuć swemu narodowi szarijat. Ostatnio, jak odkrył „Wprost", zostali nimi Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz.