W związku z powołaniem Mateusza Matyszkowicza na stanowisko prezesa TVP przypominamy wywiad, jakiego udzielił w 2016 roku "Plusowi Minusowi".

Czytaj więcej

Jacek Kurski odwołany ze stanowiska prezesa TVP

"Plus Minus": Do TVP Kultura przyszedł pan bezpośrednio z kwartalnika „Fronda LUX", reklamującego się hasłem „Pismo poświęcone". Czy od razu wprowadzi pan do stacji programy religijne i pozbędzie się dziennikarzy i ekspertów o poglądach liberalnych, czy zacznie pan swoje rządy raczej spokojnie?

Mateusz Matyszkowicz, dyrektor TVP Kultura: W ogóle nie będę się pozbywał ludzi o odmiennych poglądach, wręcz przeciwnie. Zamierzam otworzyć stację na kolejne środowiska, także lewicowe. I nie wiem, co złego miałoby być we „Frondzie LUX"...

We „Frondzie"?... Wielu przedstawia to wydawnictwo niemal jako jakąś sektę...

W takim razie dlaczego moja nominacja wywołała tak wiele pozytywnych głosów także w różnych kręgach lewicowo-liberalnych? Specyfiką kwartalnika „Fronda LUX" była otwartość na dysonans i pewne granie skrajnościami. Tak też pojmuję zresztą tradycję pierwszej „Frondy", założonej w latach 90. To był tygodnik „niepokojący", odbiegający nie tylko od mainstreamu liberalno-lewicowego, ale także od tego, co było wówczas mainstreamem konserwatywno-prawicowym. Wielu ludzi związanych z tamtym pismem nawet nie określa się jako prawicowcy, odcina się także od łatki konserwatystów.

Chce pan, by pana TVP Kultura była taka jak pierwsza „Fronda"?

Ja tylko odpowiadam na zarzut, że człowiek, który wywodzi się z „Frondy", nie może zostać szefem TVP Kultura. Może, tak samo jak może nim zostać ktoś z „Krytyki Politycznej". Na czym miałaby polegać różnica: że jedni myślą otwarcie, a drudzy są zamknięci? To proszę wziąć „Frondę LUX" i sprawdzić, czy rzeczywiście mieliśmy klapki na oczach...

Ale konkretnie: TVP Kultura będzie „Frondą" czy nie?

Formuła naszej stacji musi być zdecydowanie szersza, gdyż kierujemy nasz program do widzów o bardzo różnej wrażliwości. TVP Kultura nigdy nie będzie żadnym folwarkiem. Poza byciem redaktorem naczelnym „Frondy LUX" prowadziłem też ostatnio program „Literatura na trzeźwo" w TV Republika, w którym o doborze gości absolutnie nie decydował żaden klucz polityczny. Był to jedyny program kulturalny w Polsce, w którym pojawiali się zarówno Jarosław Marek Rymkiewicz, jak i Andrzej Saramonowicz. Takie podejście odpowiada mojemu temperamentowi i pewnej potrzebie dysonansu poznawczego: po prostu lubię sam siebie wprowadzać w sytuację takiego dysonansu, nawet sam siebie ustawiać czasem na kontrze. Uważam, że dobrze mieć wokół siebie rozmaite – także sprzeczne – poglądy. Taka sytuacja hartuje człowieka. Jestem filozofem, wiem, że wszyscy kształtujemy się w dialogu. Im częściej jesteśmy zmuszeni do konfrontacji, tym dojrzalsza jest nasza postawa, co jest wartością dla nas samych.

Jest pan konserwatystą?

Jestem, ale konserwatywny sposób patrzenia na kulturę polega właśnie na tym, że ten klucz polityczny odsuwa się na bok... To raczej myślenie lewicowe jest polityczne, bo to klasyczna lewica rozumiała kulturę jako funkcję polityki.

Czytaj więcej

Komentarze po odwołaniu Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP. PiS: Niedługo nowe zadania

Czyli będzie pan konserwatywnym dyrektorem...

Funkcja dyrektora TVP Kultura, która jest anteną publiczną, powinna się opierać na niepolitycznym traktowaniu kultury. A ja tak właśnie do kultury podchodzę. Uważam, że jest bardzo wiele środowisk, narracji, sposobów myślenia, które dotychczas nie miały swojego miejsca na antenach mediów publicznych. Dlatego chciałbym takiej TVP Kultura, która będzie telewizją otwartą i którą wybiera się właśnie dlatego, że nie jest robiona przez żaden „salonik", żadne wąskie środowisko.

Skoro chce pan rozszerzyć się na nowe środowiska, to ta narracja i te kręgi, które w tej chwili dominują w stacji, zostaną na pewno mocno ograniczone...

Przede wszystkim chciałbym poszerzyć ofertę programową, a to poszerzenie będzie szło w bardzo różne strony ideowe. Kluczowe będą waga tematu oraz osobowość i klasa tych, którzy będą chcieli prowadzić nowe programy. Chcemy, by to były programy intrygujące, które będą widzów poruszać, wręcz czasem wprawiać ich w niepokój poznawczy. Bo właśnie dzięki temu człowiek staje się silniejszy kulturowo.

Kołdra zapewne gdzieś okaże się za krótka. Z jakich tematów, narracji i środowisk, obecnych dziś na antenie, jest pan gotów zrezygnować, by znaleźć miejsce dla nowych punktów widzenia?

TVP Kultura jest dziś najlepszą polską anteną, tego jestem pewien. Naprawdę nie widzę więc powodu, byśmy musieli z czegokolwiek rezygnować. My raczej zadajemy sobie pytanie, co zrobić, by była to antena jeszcze lepsza. I na pewno nie będziemy patrzeć na poglądy naszych współpracowników. Interesują nas jedynie środki, które musimy pozyskać, by zwiększyć produkcję własnych programów. W tę stronę pójdziemy: szukania nowych środków i tworzenia nowych programów.

I naprawdę z niczego nie musi pan rezygnować, by móc otworzyć się na nowe środowiska?

Nie chcę z niczego rezygnować i wierzę, że nie będę musiał tego robić. Obecnie nasza oferta jest dość skromna. Uważam, że produkcji tworzonych przez TVP Kultura jest za mało. By nasza stacja rzeczywiście stała się opiniotwórczym medium w kulturze, musi zacząć sama produkować opiniotwórcze treści. Mam wizję takiej rozgadanej TVP Kultura. Na pewno będzie w niej miejsce dla lewicy, także tej jej części, która przez mainstreamowe nurty jest spychana na bok.

Jaką dokładnie lewicę ma pan na myśli?

Chciałbym się otworzyć na takie środowiska, jak „Nowe Peryferie" czy „Nowy Obywatel". Liberalne centrum też ma różne, mniej znane oblicza, nie tylko te mainstreamowe. I w końcu jest też wiele ciekawych, prawicowych czy konserwatywnych narracji, które raczej nie pojawiają się w mediach publicznych. W ostatnich latach z głównego nurtu wypchnięte zostało środowisko „Teologii Politycznej", „Christianitas", „Arcanów" czy „Pressji". Wielość środowisk, zarówno prawicowych, jak i lewicowych, niewątpliwie może ożywić naszą antenę.

Cały czas obraca się pan wokół różnych idei, ideologii, politycznych punktów widzenia...

Bo pan cały czas do tego pije. Marzą mi się też różne nowe programy, które nie będą miały nic wspólnego z polityką czy nawet ze sprawami społecznymi: sola cultura, czyli tylko kultura. Chcę, by TVP Kultura przedstawiała kulturę najwyższych lotów, ale w porządnym alternatywnym opakowaniu. To, co wyróżnia widza naszej stacji, to chodzenie własnymi ścieżkami...

...To już wyróżnia czy może takiego widza dopiero musicie sobie wychować, pozyskać?

Moim zdaniem ten widz już istnieje, z tym że chcielibyśmy do nas zaprosić kolejnych takich odbiorców. Dlatego chcemy pokazać się widzom jako stacja alternatywna, skierowana do tych, którzy jak koty chodzą własnymi ścieżkami i jak koty nie lubią rozkazów; nie lubią, kiedy ktoś im coś dyktuje. Chcemy raczej dawać widzom impuls do myślenia, do szukania własnej estetyki. Myślę, że to będzie bardzo punkowa telewizja. I nie chodzi mi o muzykę punkową czy punkową estetykę. Po prostu uważam, że ton kulturze powinni nadawać ci, którzy są najodważniejsi w chodzeniu własnymi drogami. Na naszej antenie będzie bardzo dużo miejsca dla takich indywidualności.

Tabloidy się cieszą, gdy mają rzesze czytelników, a my będziemy się cieszyć, gdy trafimy do tych niewielu

Mateusz Matyszkowicz, dyrektor TVP Kultura

Przejdźmy do konkretów: skąd weźmiecie na to wszystko pieniądze?

W poprzednich latach, poprzez różne swoje instytucje, naszą stację wspierało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Chcielibyśmy, by w najbliższym czasie ta współpraca nie tylko była kontynuowana, ale też rozwijana. Wiemy jednak, że musimy się też otworzyć na różne podmioty biznesowe. W końcu w krajach zachodnich mecenat nad kulturą wysoką jest ważnym elementem tzw. kultury korporacyjnej, gdyż buduje wizerunek firmy jako odpowiedzialnej społecznie.

Biznes wspierał już wcześniej TVP Kultura?

Stacja w za małym stopniu otwierała się na takie możliwości. Chcielibyśmy to zmienić, ale przede wszystkim musimy zbudować w polskim biznesie takie poczucie, że wspieranie kultury wysokiej może się firmom opłacić. W końcu dzięki temu biznes może dotrzeć do najcenniejszych odbiorców, czyli do tych, do których dotrzeć jest mu najtrudniej: do ludzi samodzielnie myślących, mających wyrobione poczucie estetyki, szukających pogłębionych informacji. A to są tzw. przywódcy opinii.

Jest ich niewielu...

Tabloidy się cieszą, gdy mają rzesze czytelników, a my będziemy się cieszyć, gdy trafimy do tych niewielu... Ta ilość może nie mieć tu większego znaczenia, bo być może niszowa TVP Kultura i tak ma większy wpływ na opinię publiczną niż trafiające do mas inne media. My chcemy trafiać do inteligencji wielkomiejskiej, elity biznesowej, ale także do tych, którzy są solą polskiej inteligencji: nauczycieli, lekarzy, miłośników literatury z mniejszych miejscowości. Oni często nie mają swojego teatru, a co dopiero filharmonii. To podstawowe zadanie naszej stacji: docierać do tych ludzi i umożliwiać im dostęp do kultury najwyższej jakości.

Czyli chce pan przybliżać prowincji wielkomiejską kulturę, tak?

Nie do końca, bo TVP Kultura musi też walczyć z warszawocentryzmem. Nie może być tak, że w mediach przebijają się jedynie teatry warszawskie...

Może pan, jako człowiek mocno związany z Krakowem, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, ma po prostu krakowski kompleks Warszawy?

To raczej ludzie w Warszawie mają problem z resztą Polski, której po prostu nie znają. Trzeba im pokazać, że poza stolicą też jest życie i też istnieje kultura, i to znakomita kultura. W Polsce jest mnóstwo ludzi ogromnej pasji kulturalnej, pasji tym bardziej znaczącej, że wycenianej dużo gorzej niż w Warszawie. Dlatego chciałbym naszych widzów zapoznać także z ich twórczością. Chcę do tych twórców dotrzeć i pokazać ich na antenie. Niestety, przesadne skupienie się na metropolii jest jedną z głównych barier w rozwoju polskiej kultury.

Co jeszcze chciałby pan promować w TVP Kultura?

Na pewno polską kulturę za granicą. Chciałbym, żeby dzięki TVP Kultura melomani w Londynie czy Nowym Jorku mogli oglądać na żywo premiery z polskiej opery. Znakomitym przykładem takiej promocji Polski jest oczywiście Konkurs Chopinowski. Jego organizatorzy transmitują go na żywo w internecie, gdzie gromadzi on przed ekranami wielomilionową publiczność. I to jest wielomilionowa oglądalność wśród najbardziej opiniotwórczych odbiorców na całym świecie. Nauczmy się docierać do światowych elit z naszą kulturą. Budujmy siłę polskiej kultury, pokazując jej niezwykle wysoką jakość.

Mateusz Matyszkowicz, hodowca ziół i pomidorów

Mateusz Matyszkowicz, 35-letni nowy szef TVP Kultura, jest filozofem mediewistą, absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, eseistą i publicystą. Był redaktorem „Teologii Politycznej" i szefem jej portalu internetowego, a następnie redaktorem naczelnym kwartalnika „Fronda LUX". Prowadził w telewizji Republika program „Literatura na trzeźwo". Tłumaczył św. Tomasza z Akwinu.

Był animatorem w warszawskim awangardowym lokalu Cafe Niespodzianka, w którym organizował liczne spotkania, dyskusje polityczno-społeczne, wydarzenia kulturalne, wystawy oraz warsztaty. W kawiarni tej zawiązało się towarzystwo Rewizora, czyli skupionej wokół Matyszkowicza grupy redaktorów, publicystów i działaczy, którzy sami siebie określali mianem anarchokonserwatystów.

Wydał zbiór esejów pt. „Śmierć rycerza na uniwersytecie", w którym rozważa problemy współczesnej Polski w świetle podstawowych kategorii filozofii klasycznej. Prof. Ryszard Legutko pisał o tej książce, że na jej łamach „Mateusz Matyszkowicz patrzy na Polskę i współczesne społeczeństwo oczami człowieka, którego uformowała klasyczna filozofia. Dlatego widzi więcej, a to, co widzi, opisuje interesująco i przenikliwie. Utopieni w morzu banałów, stereotypów i fałszów współczesnego przekazu rzadko mamy okazję obcować z książką, która otwiera oczy, porządkuje umysł i skłania do dalszych poszukiwań". „Śmierć rycerza na uniwersytecie" uzyskała nominację do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.

Prywatnie Matyszkowicz hoduje zioła i pomidory.