Rz: Podobno III RP różni się od PRL głównie tym, że za socjalizmu władza odwoływała się do klasy pracującej, a dziś do klasy średniej...
Prof. Andrzej K. Koźmiński, ekonomista: Ale klasa średnia to obecnie klasa pracująca! Znam lepszy dowcip: w PRL postanowiono inteligencję zrównać z robotnikami, robotników z chłopami, a chłopów z ziemią (śmiech). Nie twierdzę, że mamy dziś renesans tego podejścia, po prostu tak dla porządku warto zauważyć, że pod względem dowcipów jesteśmy daleko, daleko w tyle za komunizmem. A co do klasy średniej, to wywinęła ona władzy paskudny numer, i to na całym świecie, a zwłaszcza w krajach zamożnych. Mianowicie się zbuntowała.
Przeciwko czemu?
Klasa średnia była podstawą stabilności społecznej i politycznej. W tym sensie, że sama miała stabilną sytuację, jeśli chodzi o dochody i prestiż; była nieźle wykształcona i stosunkowa łatwo sterowalna przez mainstreamowe media i autorytety, który były dosyć liberalne. Jednak klasa ta poczuła się poważnie zagrożona. A zagrożenia te są jak najbardziej realne i mają dwie przyczyny: globalizację i rozwój technologii. Na globalizacji w tej chwili zyskują najbiedniejsi i najbogatsi – cała klasa średnia traci. Rozwój technologii sprawia, że rację bytu tracą średnio kwalifikowane zawody, jak sprzedawcy, operatorzy różnych urządzeń, księgowi czy najrozmaitsi specjaliści niskiego szczebla. Te wszystkie funkcje przejmowane są przez systemy. Na rynku pracy pozostaje miejsce głównie dla ludzi od sprzątania i od myślenia. Ci od wykonawstwa przestają już być potrzebni. W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono bardzo ciekawe badania. Wzięto pod lupę 700 zawodów typu agent ubezpieczeniowy, pracownik biura podróży, wykwalifikowany robotnik itd. Okazało się, że 43 proc. z nich już teraz jest zastępowanych przez nowe technologie.
I tzw. outsourcing.