Reklama

Dominique Moisi: Europa na rozdrożu

Stary Kontynent jest znów postrzegany przez pryzmat specyfiki poszczególnych narodów, a nie unijnej jedności. Niemcy to potęga ekonomiczna, Francja – terroryzm, Grecja – lewicowcy – pisze Dominique Mo?si, politolog.

Publikacja: 26.02.2015 21:11

Dominique Moisi: Europa na rozdrożu

Foto: AFP

Europa po raz kolejny stanęła przed koniecznością wyboru. Ma przed sobą drogę wiodącą ku przyszłości widzianej oczami pesymistów, którzy przekonują, że rosnące w siłę ruchy populistyczne i tracące na wartości euro świadczą o tym, że kontynent stacza się w geopolityczny i ekonomiczny niebyt. Albo możliwość obrania innego kierunku – stromej ścieżki prowadzącej ku integracji europejskiej i odzyskaniu roli globalnej potęgi. Ale wejście na ten drugi szlak, jak mówią optymiści, będzie możliwe jedynie wtedy, gdy Europa wreszcie się ocknie i zrozumie, że musi znaleźć w sobie dość siły, by przetrwać najgorsze burze.

Z perspektywy innych kontynentów

Nie sposób przewidzieć, jaka czeka ją przyszłość. Czy Europa jest „bezpłodną babcią, która przestała tętnić życiem" – jak to ujął papież Franciszek podczas listopadowej wizyty w Parlamencie Europejskim? A może Feniksem, który (po raz kolejny) odrodzi się z popiołów? Wszystko zależy od tego, jak Europejczycy poradzą sobie z obecnymi bolączkami. Warto też, by rozważając swoje wybory, zastanowili się nad tym, jak Europa postrzegana jest przez inne kontynenty.

Na początek trzeba zdać sobie sprawę, że przyszłość nie rysuje się różowo. 70 lat po wyzwoleniu obozu zagłady w Auschwitz Żydzi są nadal napadani i mordowani w europejskich miastach. Przeszło pół wieku po zakończeniu wojny w Algierii europejscy muzułmanie muszą stawić czoło dyskryminacji, jakiej dotąd nie doświadczyli. Dodajmy do tego separatystów wspieranych przez Rosję – a może i rosyjskie wojsko – a wyłoni nam się widmo wojny, które znów zaczyna krążyć nad kontynentem. Jakby tego było mało, w związku z wyborem lewicowego rządu w Grecji powraca pytanie, czy wprowadzenie euro było rzeczywiście dobrym pomysłem.

Historia krwawych konfliktów europejskich może również służyć za ostrzeżenie dla Chin i innych państw azjatyckich

Jednakże Europa przeżyła znacznie gorsze tragedie, które tylko ją wzmocniły. W połowie XX wieku – gdy zakończył się najkrwawszy okres w historii ludzkości – przywódcy kontynentu powrócili z pól bitewnych, by położyć podwaliny pod trwały pokój w Europie. Niewykluczone, że nasz kontynent nigdy już nie odzyska swej czołowej pozycji na arenie międzynarodowej, ale może nadal być zarówno ważnym jej aktorem, jak i wzorem godnym naśladowania.

Reklama
Reklama

W tej sytuacji korzystne może się okazać spojrzenie z dystansu, który zwykle daje pełniejszy obraz rzeczywistości. Europa widziana np. z perspektywy Chin jawi się przede wszystkim jako miejsce atrakcyjnych możliwości inwestycyjnych, a spektakularny spadek wartości euro dodatkowo tę atrakcyjność podnosi. Nasz kontynent nie jest może opoką stabilności, jaką niegdyś był – do czego przyczynili się prezydent Władimir Putin i parę tysięcy europejskich dżihadystów. Ale niebezpieczeństwa, w obliczu których stoi, są namiastką zagrożeń, z jakimi zmaga się reszta świata cierpiąca z powodu ciągłego braku stabilności.

Historia krwawych konfliktów europejskich może również służyć za ostrzeżenie dla Chin i innych państw azjatyckich oraz stanowić przydatną lekcję skutecznego przełamywania długotrwałej wrogości w regionie. Wprawdzie napięcia między Państwem Środka i jego sąsiadami związane z roszczeniami terytorialnymi do wysp na Morzu Wschodnio- i Południowochińskim nieco w ostatnich miesiącach osłabły, jednak perspektywa pogorszenia się w szczególności stosunków chińsko-japońskich wciąż napawa niepokojem. Na pojednanie na wzór francusko-niemiecki najprawdopodobniej nie ma co liczyć, ale obie potęgi azjatyckie mogłyby wyciągnąć wnioski z europejskich doświadczeń.

Najsłabsze ogniwo

Spojrzenie z perspektywy Ameryki daje zupełnie inny obraz. W oczach Amerykanów Europa jest raczej reliktem historycznym niż modelem do naśladowania. Stary Kontynent jest znów postrzegany przez pryzmat specyfiki poszczególnych narodów: Niemcy – potęga ekonomiczna, Francja – terroryzm, Grecja – lewicowcy etc.

Z perspektywy krajów najbiedniejszych Europa jest najsłabszym ogniwem w koalicji walczącej z radykalnym islamem; wojna ta zbiera największe żniwo – wbrew wrażeniu, jakie można odnieść z przekazów nadawanych w zachodnich mediach – głównie na Bliskim Wschodzie, w Azji Południowej i Afryce. Dla wielu uciekinierów z miejsc konfliktów toczących się w tych regionach Europa jest ziemią obiecaną – przedmiotem marzeń i nadziei tych, którzy ryzykują własne życie, by dotrzeć do zamożnych rejonów Morza Śródziemnego.

Ale to od tego, jak postrzegają się sami Europejczycy, zależy ich wspólny los. Jeśli nie wykorzystają tego decydującego momentu do samookreślenia – dobrym początkiem byłoby np. wdrożenie trudnych reform, których poszczególne państwa Unii tak bardzo potrzebują – ryzykują, że wkroczą na drogę, której nie chcieliby wybrać.

Autor jest specjalnym doradcą IFRI (Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych) i wykładowcą Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu. Obecnie związany jest również z londyńską uczelnią królewską King's College. Opublikował książkę „La géopolitique de l'émotion"

Opinie polityczno - społeczne
Piotr Pałka: Polska 2050 już wybrała przewodniczącą. Tylko o tym nie wie
Opinie polityczno - społeczne
Dr hab. Krzysztof Wasilewski: Jak Donald Trump kreuje rzeczywistość za pomocą memów
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: Donald Trump w Davos jak w kabarecie Olgi Lipińskiej
Opinie polityczno - społeczne
Janusz Lewandowski: Zbigniew Ziobro z Viktorem Orbánem niszczą tysiącletnie braterstwo Polski i Węgier
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli Karol Nawrocki w krainie czarów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama