Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł powołał specjalny zespół ekspertów, którego zadaniem będzie zidentyfikowanie i wyeliminowanie absurdów w prawie ochrony zdrowia.
Na pierwszy ogień mogą pójść polisy od zdarzeń medycznych, czyli ubezpieczenia, do których wykupu zobowiązane są szpitale, na wypadek gdyby poszkodowany w szpitalu pacjent wywalczył na drodze pozasądowej – w wojewódzkiej komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych – rekompensatę finansową.
– Trzeba się zastanowić, czy te polisy są potrzebne szpitalom, skoro obowiązek ich wykupu jest już od kilku lat odsuwany – mówił minister Radziwiłł na jednej z grudniowych konferencji zorganizowanych przez kancelarię Domański Zakrzewski Palinka i firmę Sequence.
Obowiązek wykupu polis wprowadził rząd PO w 2012 r. Kilkakrotnie przesuwano szpitalom termin wykupu ubezpieczeń, ponieważ ceny polis, jakie zdecydowało się zaoferować tylko PZU, okazały się zaporowe dla lecznic.
Absurdem w ustawie o prawach pacjenta są nie tylko polisy.
– Przepisy pozwalają dochodzić pieniędzy tylko pacjentom poszkodowanym w szpitalach. Zupełnie niezrozumiałe jest, czemu ustawa pominęła ratownictwo medyczne. Przecież chory często pada ofiarą błędów medycznych w trakcie akcji ratunkowych w karetce – mówi Marcin Mikos, prawnik z Polskiego Towarzystwa Prawa Medycznego. Jego zdaniem pacjenci powinni mieć możliwość dochodzenia odszkodowań nie tylko od szpitali, ale także od pogotowia czy przychodni.
Prawnicy i lekarze z Polskiego Towarzystwa Prawa Medycznego przed kilkoma laty przeprowadzili przegląd prawa medycznego. Wiele usterek, jakie wówczas wyłapali, do dzisiaj nie zostało usuniętych. A należą do nich m.in. zasady stwierdzania zgonu poza szpitalem.
Przepisy wskazują, że śmierć powinien orzec lekarz ostatniej choroby, który widział zmarłego w ciągu ostatnich 30 dni. Gdyby nie było takiego lekarza, zgon stwierdza ten, który mieszka do 4 km od miejsca usytuowania zwłok. Może to być także felczer uprawniony do orzekania o śmierci czy położna wiejska wystawiająca karty zgonu noworodkowi. Szkopuł w tym, że położnych wiejskich już nie ma.
Efekt jest taki, że do orzekania zgonu policja bierze często z łapanki lekarza rodzinnego. Lekarze pierwszego kontaktu bronią się z kolei przed tym, bo nikt im za to nie płaci. W związku z tym Naczelna Rada Lekarska domagała się ostatnio od nowego rządu, aby ustanowił wreszcie instytucję koronera, czyli lekarza wyznaczanego do stwierdzenia zgonu i wynagradzanego za to.
Jeszcze jeden absurd, jaki wytknęło Polskie Towarzystwo Prawa Medycznego, dotyczy reklamy.
– Niby ustawa o działalności leczniczej zabrania szpitalom się reklamować, bo mogą tylko podawać informacje o miejscu i godzinach przyjęcia, ale w mediach jest pełno reklam prywatnych placówek – mówi Marcin Mikos i zaznacza, że trzeba to jakoś usystematyzować.
CZĘŚĆ ABSURDÓW WYELIMINOWANA
Ratownicy trafili na oddziały
Kilka absurdów, jakie wyłapało w prawie medycznym Polskie Towarzystwo Prawa Medycznego, udało się ministrom zdrowia z poprzedniego rządu wyeliminować.
Sukces osiągnęli m.in. na polu ratownictwa medycznego.
Od 2 grudnia 2015. r. weszła bowiem w życie nowela ustawy o państwowym ratownictwie medycznym.
Przepisy pozwoliły ratownikom medycznym podejmować pracę na oddziałach szpitalnych, w zespołach ratownictwa górskiego, ratownictwa morskiego czy ratownictwa górniczego. Absurdem było to, że wcześniej ratownik mógł pierwszej pomocy udzielać tylko w karetce czy na oddziale ratunkowym, ale na innych oddziałach szpitala już nie.